Treść:

Naucz się: Zawód metodyka od podstaw do PRO
Dowiedz się więcejPostanowiłem poszerzyć swoje horyzonty akademickie: moja siostra zajęła się nauczaniem arytmetyki, a mama postanowiła uczyć mnie francuskiego. Stało się to dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Lekcje z moją mamą zazwyczaj zaczynały się dopiero o dziewiątej wieczorem, po kolacji, kiedy sama była zmęczona. W rezultacie postanowiła mnie obudzić o czwartej rano. Chociaż ten środek był wysoce nieskuteczny nawet w tamtych godzinach, moja mama tłumaczyła swoje działania, mówiąc, że poza latem, kiedy wstawała o świcie, w inne dni musiała wstawać o szóstej rano. Dlatego kazała mnie budzić o czwartej, żeby mogła uczyć się ze mną przez dwie godziny, zanim zacznie swoją poranną rutynę. Po prostu nie miała innego wolnego czasu na naukę.
Pierwszego dnia lekcji francuskiego niania nie mogła mnie obudzić, a moja mama, tracąc cierpliwość do długiego oczekiwania, szarpnęła mnie za ramię, przez co zeskoczyłam na podłogę. W tym momencie niania, po przygotowaniu się, musiała olać mnie dzbankiem wody i szybko osuszyć. Ubierałam się pod pretensjami matki, mówiąc: „Wszystkie te ekscesy nie dla nas! Ja też chcę spać! Jak miło jest rano otulić się przytulnym peniuarem, położyć się na kanapie i delektować się gorącą kawą z bitą śmietaną!”. Ale, niestety, los nie był dla nas łaskawy! Musimy być też wdzięczni, że jest ktoś, kto może nas czegoś nauczyć, nawet jeśli dzieje się to w nocy.

Od tamtej pory budziłam się o czwartej rano, zarówno w mroźne, jak i cieplejsze dni, oblewana zimną wodą od stóp do głów. Po zajęciach miałam możliwość wyboru: albo wrócić do łóżka, albo czuwać. Jednak nie mogłam już zasnąć. Właściwie spałam tylko trochę krócej niż wcześniej, bo kładłam się o dziewiątej wieczorem. Mimo to przez cały dzień czułam się senna, wyczerpana i nieszczęśliwa. Wynikało to nie tylko ze stresu związanego z czuwaniem w czasie, gdy dziecko powinno spać, ale także ze specyfiki nauczania.
Lekcje francuskiego z mamą były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Być może brak niani, która mogłaby opanować jej emocje, odegrał tu jakąś rolę. Jej porywczy temperament i brak umiejętności dydaktycznych również negatywnie wpływały na proces nauki. Co więcej, moja mama prawdopodobnie sama przeżywała wewnętrzne przeżycia, zmuszając mnie do cierpienia w nieodpowiednim do nauki momencie. Ostatecznie lekcje przynosiły mi więcej szkody niż pożytku, co w końcu zrozumiała nawet moja matka, przyznając mi się później. Po zimnym prysznicu musiałam się jak najszybciej ubrać, nie po to, żeby się rozgrzać – podstawowa higiena była wtedy nieznana – ale żeby zaoszczędzić czas mojej matki. W rezultacie z trudem się ubierałam i drżałam z zimna, wczesnego wstawania i strachu przed nadchodzącymi lekcjami. Moje włosy były zaniedbane: rozczochrane i opadały mi na twarz. Jeśli nie rozumiałam materiału podczas lekcji lub odpowiadałam niewłaściwie, mimowolnie próbowałam odgarnąć z czoła opadający kosmyk włosów i stawić czoła gniewowi matki. Chwytała mnie mocno za włosy, a ja nie mogłam powstrzymać krzyku, który rozbrzmiewał echem po całym domu. Jej irytacja narastała i czasami krzyczała: „Idź do innego stolika, bo wyrwę ci wszystkie włosy!”.

W swoich wspomnieniach „U zarania życia” E. N. Vodovozova dzieli się wyjątkowymi wspomnieniami, obejmującymi najważniejsze momenty jej życia. Książka, wydana w dwóch tomach w 2018 roku, zanurza czytelnika w atmosferze przeszłości, pozwalając mu spojrzeć na świat oczami autorki. Vodovozova mistrzowsko opisuje wydarzenia i obrazy, które ukształtowały jej osobowość i wartości życiowe. Te wspomnienia są nie tylko interesujące z literackiego punktu widzenia, ale także stanowią cenne źródło do badania kontekstu historycznego i środowiska kulturowego swoich czasów. Czytelnicy znajdą w książce inspirację i zrozumienie, jak wydarzenia z przeszłości wpłynęły na kształtowanie się ludzkiego losu i relacji społecznych.
Kontekst
W swoich wspomnieniach Elizawieta Wodowozowa (1844–1923) dzieli się swoimi doświadczeniami z edukacji domowej. Urodzona w skromnej rodzinie szlacheckiej, nie miała możliwości nauki u guwernantek – za jej edukację odpowiadała matka i starsza siostra. Była to powszechna praktyka w kręgach szlacheckich, gdy fundusze nie wystarczały na zatrudnienie profesjonalnych nauczycieli. Niestety, w tamtych czasach normą było również znęcanie się nad dziećmi i kary fizyczne. Wspomnienia Elżbiety dobitnie pokazują, jak traktowano dzieci w ówczesnym społeczeństwie: często nie wzbudzały one litości ani nie były chronione. Podobny trend obserwowano w ówczesnej pedagogice. W przypadku Elżbiety sytuację pogarszał surowy charakter matki, która pomimo miłości i troski o dzieci, była opryskliwa i porywcza.
Matka Elżbiety z trudem znajdowała czas na lekcje, gdyż zmuszona była zagłębiać się w każdy szczegół spraw rolniczych, starając się odbudować zrujnowany majątek. Majątek ten pozostał jedynym źródłem dochodu, pozwalającym na utrzymanie jej i dzieci po śmierci głowy rodziny. Nie mogła jednak pozwolić sobie na pozostawienie najmłodszej córki bez znajomości języka francuskiego, ponieważ biegłość w tym języku była uważana za podstawowe kryterium wykształcenia dziewcząt z dobrych rodzin. Matka postrzegała zatem zajęcia o czwartej rano jako wyraz troski o przyszłość córki.
Elżbieta uczyła się czytania i pisania w ojczystym języku, a proces ten nie był pod wpływem matki. Zamiast tego uczyła ją starsza siostra, co pozwoliło na bardziej swobodną i ustrukturyzowaną naukę. Nauka odbywała się w komfortowym otoczeniu, co sprzyjało lepszemu przyswajaniu materiału.
Elżbieta kontynuowała naukę w Instytucie Smolnym dla Szlachetnych Dziewic, gdzie znalazła swoje miejsce. Początkowo wykazywała niewielką pilność akademicką, ale wszystko zmieniło się wraz z przybyciem inspektora Konstantina Uszyńskiego. Jego nowe podejście do nauczania zainspirowało dziewczęta, w tym Elżbietę, i znacznie zwiększyło ich zainteresowanie procesem edukacyjnym. Uszyński otworzył również dodatkową klasę pedagogiczną dla starszych uczniów, przygotowującą przyszłych nauczycieli, a Elżbieta z powodzeniem się tam zapisała. Dzięki jego wpływowi zrozumiała, że pedagogika może być nie tylko humanistyczna i interesująca dla dzieci, ale także inspirująca. Później Elżbieta stała się nie tylko praktykiem, ale także teoretykiem humanistycznego podejścia do edukacji, rozwijając idee, które wchłonęła w Smolnym.
Przeczytaj także:
- Jak kobiety w Imperium Rosyjskim walczyły o dyplom
- Jak studiowały i zdawały egzaminy w Instytucie Smolnym
- Instytuty dla szlachcianek: historia w dziesięciu faktach
- 10 faktów o szkołach w przedrewolucyjnej Rosji
Metodolog zawodowy od podstaw do PRO
Doskonalisz swoje umiejętności w zakresie tworzenia programów nauczania dla kursów online i offline. Opanuj nowoczesne praktyki pedagogiczne, ustrukturyzuj swoje doświadczenie i stań się bardziej poszukiwanym specjalistą.
Dowiedz się więcej
