Kino i Muzyka

Dziewiąta Symfonia: Tajemniczy mit muzyki klasycznej

Dziewiąta Symfonia: Tajemniczy mit muzyki klasycznej

Chcesz rozpocząć karierę w IT? ➞ Zapisz się na cztery bezpłatne kursy obejmujące najpopularniejsze obszary IT. Dowiedz się, która dziedzina Cię najbardziej interesuje i zrób pierwszy krok w kierunku opanowania nowego zawodu.

Dowiedz się więcej

W historii muzyki klasycznej krąży niezwykła legenda: gdy tylko kompozytor zaczyna pisać swoją IX Symfonię, jego życie z reguły kończy się nagle. Beethoven nie dożył nawet momentu, gdy rozpoczął pracę nad swoją X Symfonią. Schubert, choć zaczął, nigdy nie ukończył Dziewiątej. Mahler, próbując oszukać los, nazwał swoją symfonię „Pieśń o ziemi”, ale to go nie uratowało. Schnittke nie zdołał dokończyć swojej Dziewiątej, a Giennadij Rożdiestwieński, który podjął się jej dokończenia, zmarł, zanim zdążył dokończyć partyturę. W ten sposób narodziła się mitologia wokół tzw. „klątwy IX Symfonii”, zgodnie z którą kompozytorzy, którzy ją ukończą, rzekomo znajdują się na krawędzi „innego świata” i w rezultacie umierają zaraz po ostatniej nucie. Muzykolog Oksana Czeczina zgłębiła złożone aspekty tej historii i dzieli się swoimi odkryciami: Mit „klątwy IX Symfonii” powstał w wyniku tragicznych losów kompozytorów, którzy stworzyli swoje IX Symfonie. Uważa się, że wielu z nich, w tym tak wielcy muzycy jak Beethoven, Mahler i Szostakowicz, po ukończeniu utworu napotkało poważne trudności, a nawet śmierć.

Beethoven, na przykład, napisał swoją IX Symfonię, będąc niemal całkowicie głuchym, i stała się ona jego ostatnim wielkim dziełem. W tym właśnie okresie jego życie było pełne nie tylko sukcesów twórczych, ale także osobistych tragedii.

Mahler z kolei ukończył swoją IX Symfonię, przeżywając głęboki kryzys wewnętrzny i zmarł wkrótce po jej napisaniu. Jego dzieło stało się pożegnaniem ze światem, a wielu odbiera to jako znak smutnego losu IX Symfonii.

Szostakowicz również nie uniknął tego mitu: jego IX Symfonia wywołała mieszane reakcje i stała się przedmiotem kontrowersji, a sam kompozytor stawił czoła represjom politycznym.

W ten sposób seria takich tragedii i trudnych okoliczności wokół IX Symfonii stworzyła mit, że ten gatunek muzyczny jest przeklęty, co nadaje mu szczególne, tajemnicze znaczenie w oczach słuchaczy i muzyków.

  • Kogo uważa się za „ofiary” klątwy?
  • Którzy kompozytorzy starali się zmienić swój los?
  • I komu ostatecznie udało się to osiągnąć?
  • Dlaczego ten mit nadal istnieje?
  • Współcześni muzykolodzy interpretują tzw. „klątwę IX Symfonii” na różne sposoby. Określenie to zyskało popularność dzięki temu, że wielu wybitnych kompozytorów, takich jak Beethoven, Mahler i Szostakowicz, po ukończeniu swoich IX Symfonii napotkało trudności, a nawet tragedie. Naukowcy debatują nad różnymi aspektami tego zjawiska, w tym nad czynnikami psychologicznymi i kulturowymi, a także nad kontekstami historycznymi, które mogły przyczynić się do powstania takiego mitu. Niektórzy badacze postrzegają tę „klątwę” jako symboliczny sposób wyrażania wewnętrznych doświadczeń kompozytorów, podczas gdy inni koncentrują się na przypadkach i okolicznościach, które niekoniecznie są ze sobą powiązane. Interpretacja „klątwy IX Symfonii” pozostaje zatem wieloaspektowa i otwarta na dalszą dyskusję.
  • Geneza głównego mitu muzyki klasycznej przez pryzmat twórczości Beethovena

    Wielki kompozytor Ludwig van Beethoven przez całe życie dążył do stworzenia swojej majestatycznej IX Symfonii. Pomysł połączenia muzyki symfonicznej z wykonaniem chóralnym i tekstem filozoficznym narodził się w latach 90. XVIII wieku, ale sam utwór symfoniczny kompozytor rozpoczął dopiero trzydzieści lat później: główne prace nad nim trwały od 1818 do 1824 roku. W tym okresie Beethoven cierpiał na utratę słuchu i żałobę, co skłoniło go do napisania w 1802 roku „Testamentu heiligensztadzkiego”, w którym rozmyślał nad swoim życiem, śmiercią i sensem swojego dzieła. Mimo to kompozytorowi udało się pokonać wewnętrzne demony i stworzyć jedno z najważniejszych dzieł w historii muzyki.

    Dziewiąta symfonia stanowi przełom, poruszając nie tylko kwestie muzyczne, ale także filozoficzne. Jej skala jest również zdumiewająca: podczas gdy tradycyjna symfonia trwa zazwyczaj 30–40 minut, wykonanie Dziewiątej Symfonii zajmuje ponad godzinę, wymagając niezwykłych umiejętności od muzyków i wokalistów.

    Rękopis Dziewiątej Symfonii Ludwiga van Beethovena Zdjęcie: Ludwig van Beethoven / Staatsbibliothek zu Berlin

    Śmierć Beethovena w 1827 roku wywołała natychmiastową reakcję romantycznie nastawionej publiczności XIX wieku, która szybko skojarzyła tę stratę z numerem porządkowym jego ostatniej symfonii.

    Liczba dziewięć ma święte znaczenie w różnych tradycjach kulturowych. W starożytnym Egipcie Enneada była panteonem dziewięciu głównych bogów, którzy uosabiali kluczowe siły i żywioły wszechświata, takie jak Ziemia i Woda, Powietrze i Niebo, a także świat żywych i umarłych. W starożytnej Grecji czczono dziewięć muz, z których każda chroniła odrębną sztukę lub naukę. W Chinach dziewięć symbolizowało władzę cesarską, kojarzoną z najwyższą i absolutną władzą. Skandynawowie kojarzyli dziewięć światów z drzewem Yggdrasil, a w chrześcijaństwie dziewięć reprezentuje dziewięć stopni Ewangelii. W buddyzmie wierzy się, że po śmierci ludzka świadomość przechodzi przez dziewięć etapów, zanim się reinkarnuje.

    Symbolika liczby dziewięć, reprezentująca dopełnienie cykli, granice i przejście do nowego stanu, idealnie wpisywała się w kontekst kulturowy XIX wieku – epoki, w której artyści byli postrzegani jako pośrednicy między światem ziemskim a boskim. Powstanie Dziewiątej Symfonii zaczęto postrzegać nie tylko jako kolejne dzieło muzyczne, ale jako szczyt twórczego mistrzostwa i ostatni akord w karierze kompozytora, ostatni krok przed nieuchronną śmiercią. Dziewiąta Symfonia stała się granicą, której ludzki geniusz nie mógł przekroczyć. W ten sposób narodził się mit „klątwy Dziewiątej Symfonii”.

    Dlaczego symfonia? To pytanie może nasuwać się wielu osobom zainteresowanym sztuką muzyczną. Symfonia to wyjątkowa forma muzyki orkiestrowej, która łączy w sobie złożone struktury i głębokie przeżycia emocjonalne. Pozwala kompozytorom wyrazić swoje idee i uczucia poprzez różnorodne tematy muzyczne i harmonie.

    Symfonia zazwyczaj składa się z kilku części, z których każda ma swój własny klimat i charakter. Pozwala to słuchaczom zanurzyć się w różnych muzycznych światach i doświadczyć całej gamy emocji. Co więcej, symfonie są często wykonywane przez duże orkiestry, co tworzy bogatą i intensywną paletę dźwięków.

    Historycznie symfonia rozwijała się przez kilka stuleci, począwszy od epoki klasycznej, przez romantyzm, aż po czasy późniejsze. Ta forma muzyki stała się ważnym elementem dziedzictwa kulturowego, wnosząc do świata sztuki wiele wybitnych dzieł, które do dziś pozostają aktualne i pożądane.

    Symfonia zasługuje zatem na szczególną uwagę ze względu na swoją zdolność łączenia złożoności, piękna i emocjonalności. To czyni ją nie tylko ważnym gatunkiem w tradycji muzycznej, ale także źródłem inspiracji dla słuchaczy i wykonawców.

    Dlaczego symfonia stała się obiektem podziwu i mitotwórstwa, w przeciwieństwie do opery czy koncertu? W XIX wieku symfonię uważano za najwyższą formę ekspresji muzycznej, reprezentującą rodzaj filozofii ucieleśnionej w dźwięku. Brakowało jej wątków fabularnych i elementów tekstowych, ale każda nowa symfonia była postrzegana jako krok w kierunku absolutnego zrozumienia, w kierunku ujawnienia praw bytu poprzez formy muzyczne. Symfonik tamtych czasów wyglądał jak twórca kosmosu – osoba, która tworzy cały dźwiękowy wszechświat.

    Przeczytaj także:

    Ludwig van Beethoven: talent, który pokonał ciszę

    Którzy kompozytorzy byli pod wpływem tego

    Ludwig van Beethoven był nie tylko pierwszym, ale i najwybitniejszym kompozytorem XIX wieku, któremu przypisuje się stworzenie mitu o „klątwie IX Symfonii”. Jego znamienici poprzednicy, tacy jak Haydn i Mozart, pozostawili po sobie znaczącą spuściznę symfonii: Haydn stworzył ich 104, a Mozart – 41. Jednak gdy Beethoven postanowił dokończyć swoje dzieło IX Symfonią, wokół wydarzenia zaczęło unosić się coś tajemniczego.

    Franz Schubert, młodszy współczesny i wielbiciel twórczości Beethovena, zmarł zaledwie rok po swoim idolu, w 1828 roku. Jego spuścizna obejmuje dokładnie dziewięć ukończonych symfonii, wśród których majestatyczna Niedokończona Symfonia zajmuje ósmą pozycję, a wzniosła Wielka Symfonia C-dur zajmuje dziewiątą. Umierając nie ukończywszy szkiców X Symfonii, Schubert stworzył doskonały, a zarazem tragiczny zbieg okoliczności. Ta sekwencja wydarzeń – najpierw Beethoven, a potem Schubert, obaj pracujący nad dziesiątą symfonią w ostatnich dniach swojego życia – stała się podstawą przyszłej legendy, zmieniając wypadek w coś złowrogiego i naturalnego.

    Przeczytaj także:

    Franz Schubert: jak kreatywność w odniesieniu do młynów i strumieni stała się podstawą nowego estetyka.

    Antonín Dvořák był kolejnym kompozytorem, który wyłonił się w tradycji romantycznej. W 1893 roku ukończył swoją dziewiątą symfonię zatytułowaną „Z Nowego Świata”. Chociaż Dvořák żył do 1904 roku, ta symfonia była jego ostatnim dużym dziełem – po niej skupił się na pisaniu mniejszych utworów orkiestrowych.

    Mniej więcej w tym samym czasie, w latach 1887–1896, austriacki kompozytor i organista Anton Bruckner rozpoczął pisanie swojej dziewiątej symfonii. Wybrał dla niej tę samą tonację co Beethoven – d-moll – i, podobnie jak Beethoven, nie ukończył finału. Jako człowiek głębokiej wiary, Bruckner planował zakończyć symfonię Te Deum, starożytnym hymnem chrześcijańskim, który zaczyna się od frazy „Te Deum laudamus” („Ciebie, Boże, chwalimy” po łacinie). 11 października 1896 roku kompozytor zmarł przy fortepianie, kontynuując pracę nad ostatnimi poprawkami partytury.

    11 października 1896 roku, w piękną niedzielę, Bruckner rozpoczął poranek komponowaniem finału przy fortepianie. Jednak około godziny 15:00 nagle złapało go przeziębienie, a o 15:30 zmarł na zawał serca.

    I. W swojej pracy „Anton Bruckner. 1824–1896. Krótki szkic jego życia i twórczości” V. Beletsky podkreśla kluczowe momenty w biografii i spuściźnie artystycznej kompozytora.

    Wydarzenia te przyczyniły się do utwierdzenia XIX-wiecznych muzyków romantycznych w przekonaniu, że próba skomponowania IX Symfonii przypieczętuje ich los.

    Strategie Mahlera w radzeniu sobie z nieuchronnością śmierci

    Kompozytor Gustav Mahler miał prawdziwą obsesję na punkcie świętej liczby dziewięć. Doskonale znał losy takich wielkich mistrzów jak Beethoven, Schubert i Bruckner, i ogarniał go strach przed powtórzeniem się historii. W 1906 roku, po ukończeniu Ósmej Symfonii, jego życie nagle wypełnił smutek: zmarła jego czteroletnia córka, a lekarze zdiagnozowali u niego chorobę serca. W tym momencie „klątwa IX Symfonii” stała się dla niego obsesją.

    Znany dyrygent Bruno Walter, opisując ten okres w życiu Mahlera, zauważył: „Cały świat otworzył się przed nim w delikatnym świetle pożegnania”. Mimo to sam kompozytor pozostał niezłomny.

    „Teraz czuję silniejszą niż kiedykolwiek chęć życia i uświadamiam sobie, że codzienne radości dają mi więcej przyjemności niż wcześniej… Jakże głupio jest pozwalać, by burze życia nas pochłonęły! Przemieńmy się, choćby na chwilę, i dotknijmy tego, co wyższe, co ponad nami!”

    W swojej pracy „Symfonie Gustava Mahlera” I. Barsova dogłębnie analizuje twórczość tego wybitnego kompozytora. Bada unikalny styl Mahlera, jego podejście do formy symfonicznej i emocjonalne bogactwo jego dzieł. Dzieło analizuje główne tematy, które przenikają jego symfonie, takie jak życie, śmierć i egzystencjalne poszukiwania. Autorka zwraca uwagę na związek muzyki z filozofią, podkreślając, jak Mahler wykorzystuje dźwięk do przekazywania złożonych ludzkich emocji. Ostatecznie Barsova pokazuje, jak spuścizna Mahlera wciąż wpływa na współczesną kulturę muzyczną i inspiruje nowych kompozytorów.

    Zdjęcie: Moritz Nähr / Richard Specht. Gustav Mahler, 1913

    Aby ominąć los, Mahler podjął nietypową drogę twórczą: po ukończeniu VIII Symfonii stworzył obszerny utwór wokalny zatytułowany „Die Lied von der Erde”, ale nie nadał mu numeru, wierząc, że tytuł „Symfonia numer dziewięć” kojarzy się ze śmiercią. Dopiero później zdecydował się napisać nowy utwór, który formalnie nazwał Dziewiątą Symfonią, przekonany, że udało mu się oszukać los.

    Wszystkie wysiłki poszły na marne: w 1911 roku Mahler zmarł, pozostawiając po sobie jedynie niedokończone szkice Dziesiątej Symfonii.

    Zaraz po śmierci Gustava Mahlera koncepcja „klątwy Dziewiątej Symfonii” została po raz pierwszy spójnie przedstawiona przez kompozytora Arnolda Schönberga w jego eseju zatytułowanym „Mahler”. W jednym z fragmentów tego dzieła autor zastanawia się nad metafizycznymi aspektami tego zjawiska:

    „Jego Dziewiąta Symfonia jest niezwykle imponująca. W tym dziele autor nie występuje już jako podmiot. Wydaje się, jakby w tej symfonii ukrywał się tajemniczy kompozytor, który posługuje się Mahlerem jedynie jako środkiem przekazu swoich myśli. Dzieło to nie jest już ukształtowane w osobistym stylu „ja”. Brzmi obiektywnie, niemal bez emocji, wyrażając piękno dostępne tym, którzy potrafią zdystansować się od prymitywnych instynktów i dobrze czują się w chłodzie świata duchowego. <…> Odnosi się wrażenie, że Dziewiąta Symfonia jest swego rodzaju granicą. Każdy, kto pragnie ją przekroczyć, musi odejść. Odnosi się wrażenie, że w Dziesiątej Symfonii może zostać nam objawione coś, czego jeszcze nie jesteśmy gotowi dostrzec. Autorzy Dziewiątej Symfonii zbliżyli się zbyt mocno do granicy ludzkiej egzystencji. Być może tajemnice tego świata mogłyby zostać ujawnione, gdyby ktoś, kto zna odpowiedź, stworzył Dziesiątą Symfonię. Jednak jest to najprawdopodobniej niemożliwe. Musimy nadal żyć w niewiedzy, którą czasem rozjaśnia jedynie światło geniuszu.

    Arnold Schönberg był tym, który przekształcił rozbieżne doznania w mit kulturowy. W swojej twórczości ujawnił bogatą duchową treść IX Symfonii Mahlera, opisując ją jako dzieło powstałe na granicy dwóch światów. Schönberg zinterpretował tę muzykę jako tragiczne świadectwo tego, jak artysta, wyczerpawszy wszystkie ziemskie źródła inspiracji, wznosi się na trudne wyżyny, płacąc za to najwyższą cenę.

    Kompozytorzy, którzy osiągnęli fatalny kamień milowy IX Symfonii

    Oczywiście nie wszyscy kompozytorzy XIX wieku zakończyli swoją karierę i życie po napisaniu IX Symfonii. Na przykład niemiecki skrzypek i kompozytor Louis Spohr skomponował 10 symfonii i trzy uwertury symfoniczne. Joseph Joachim Raff ze swojej strony pozostawił po sobie 11 symfonii.

    Innym kompozytorem, którego nie dotknęła klątwa Dziewiątej Symfonii, był radziecki kompozytor Nikołaj Miaskowski. Ten wybitny symfonik, już w Czwartej i Siódmej Symfonii, poruszył głęboki i niepokojący temat śmierci.

    Dziewiąta Symfonia nie była dla Miaskowskiego ostatnim akordem, ale ważnym kamieniem milowym w jego twórczej drodze. W latach dwudziestych XX wieku, po wydarzeniach rewolucyjnych 1917 roku, nastąpiły fundamentalne zmiany: zarówno w warunkach, w jakich kompozytorzy tworzyli swoje dzieła, jak i w preferencjach muzycznych nowego rządu. Szukając oparcia w tym chaosie, Miaskowski rozpoczął jednocześnie pracę nad dwiema symfoniami – Dziewiątą i Dziesiątą. Na zmianę ukończył je niemal w tym samym czasie. Być może to właśnie ta strategia pozwoliła mu kontynuować komponowanie przez kolejne ćwierćwiecze po napisaniu Dziewiątej, co zaowocowało 27 kolejnymi symfoniami.

    W W XX wieku mit IX Symfonii zaczął być postrzegany jako przestarzały. Szostakowicz napisał 15 symfonii, Darius Milhaud 13, a Alan Hovhaness aż 67. Ich muzyczne ścieżki wyraźnie pokazały, że tzw. „klątwa Dziewiątej” nie jest zjawiskiem naturalnym, a jedynie zbiegiem okoliczności. Mimo to motyw „fatalnej Dziewiątej” nadal był aktualny i niepokojący w powojennej muzyce radzieckiej. Dziewiąta Symfonia Szostakowicza, napisana w 1945 roku i pomyślana jako hymn zwycięstwa, okazała się ironicznie lekka, wywołując falę krytyki wobec kompozytora. W 1948 roku Szostakowicz, wraz z innymi muzykami, został oskarżony o „formalizm”, a ich utwory zostały zakazane. Szostakowicz skomponował swoją Dziesiątą Symfonię zaledwie osiem lat po ukończeniu Dziewiątej, a jej prawykonanie odbyło się dopiero w 1953. Z mitologicznego punktu widzenia IX Symfonia była kluczowym momentem w jego życiu, ponieważ wykluczenie z kontekstu muzycznego, zakaz tworzenia nowych utworów i wykonywanie utworów już napisanych postrzegane były przez kompozytora jako coś w rodzaju śmierci.

    Grafika: Biblioteka Kongresu

    Przyczyny długowieczności

    Mit o „klątwie IX Symfonii” wciąż istnieje, co jest zaskakujące w swojej długowieczności. Przyczyn tego zjawiska można doszukiwać się w życiu realnym, a nie w sferze mistycyzmu.

    Dziewięć reprezentuje ostatnią z jednocyfrowych liczb i jest podświadomie postrzegana jako swego rodzaju granica, poza którą otwiera się coś nieznanego. Dla kompozytorów, zwłaszcza tych tworzących w okresie romantyzmu, IX Symfonia Beethovena, z jej majestatyczną „Odą do radości”, stała się nieosiągalnym szczytem, ​​absolutnym osiągnięciem w dziedzinie twórczości. Myśl o stworzeniu czegoś nowego po tym arcydziele wydawała się niemal nie do pomyślenia. W rezultacie symfonia ta stała się potężnym symbolem twórczego wyczerpania, a jej zbieżność ze śmiercią wielkich muzyków postrzegano jako mistyczny wzór, a nie zbieg okoliczności.

    Okoliczności historyczne miały znaczący wpływ na tę sytuację. W XIX wieku średnia długość życia pozostawiała wiele do życzenia, a wiedza medyczna była prymitywna. W rezultacie wielu kompozytorów umierało młodo z powodu chorób, które dziś są łatwo uleczalne. Ludwig van Beethoven zmarł w wieku 56 lat, najprawdopodobniej z powodu powikłań spowodowanych marskością wątroby i zatruciem ołowiem. Franz Schubert zmarł w wieku 31 lat, nie mogąc pokonać duru brzusznego. Feliks Mendelssohn zmarł w wieku 38 lat po udarze, a Fryderyk Chopin zmarł w wieku 39 lat na zapalenie osierdzia wywołane gruźlicą, chorobę uważaną wówczas za śmiertelną. Robert Schumann zmarł na zapalenie płuc po skoku do zimnej rzeki. Jeśli chodzi o Wolfganga Amadeusza Mozarta, jedną z podejrzewanych przyczyn jego śmierci jest infekcja paciorkowcowa, którą dziś można skutecznie leczyć antybiotykami.

    Możliwość, że kompozytor, który napisał dziewięć głównych utworów orkiestrowych, często wymagających wieloletniej pracy, mógł umrzeć, nawet nie rozpoczynając pracy nad dziesiątą, była sama w sobie dość znacząca. Przyczyny tego leżą w ówczesnych warunkach społeczno-historycznych, a nie w złośliwych zamiarach sił nadprzyrodzonych.

    Kulturowy klimat romantyzmu odegrał kluczową rolę w kształtowaniu się mitu, przesiąkniętego fascynacją losem, tragicznym losem geniusza i praktykami okultystycznymi, takimi jak numerologia. W tym kontekście romantycy stworzyli obraz artysty jako cierpiętnika, który dąży do rozwikłania tajemnic wszechświata, lecz los zawsze go prześladował. Śmierć po ukończeniu arcydzieła harmonijnie wpisywała się w koncepcję „ostatecznego poświęcenia dla sztuki”.

    Dlatego „klątwa IX Symfonii” nie jest zwykłym przesądem, lecz konsekwencją praw właściwych dla tej epoki. Ta piękna, a zarazem smutna legenda spowija życie kompozytorów atmosferą tajemnicy i szczególnego powołania.

    Wpływ „Klątwy IX Symfonii” na współczesną tożsamość kulturową

    Na pierwszy rzut oka wielu kompozytorów XX wieku – od Mikołaja Miaskowskiego, który stworzył 27 symfonii, po Alana Hovhanessa, który skomponował ich ponad sześćdziesiąt – przekonująco dowiodło własnym przykładem, że można pokonać ten nieszczęsny próg i kontynuować twórczość. Wydawałoby się, że statystyki powinny obalać stare mity. Niemniej jednak mit „klątwy IX Symfonii” wciąż dręczy współczesność. Natychmiast przywołuje tragiczne obrazy: majestatycznego Beethovena, który przezwyciężył głuchotę, ale nie mógł uciec przed losem, i udręczonego Mahlera, który próbował oszukać los, ale mu się nie udało. Oczywiście nikt dziś nie traktuje poważnie idei istnienia jakiejś magicznej siły, która natychmiast po ukończeniu IX Symfonii przenosi kompozytora do innego świata. Niemniej jednak seria zdumiewających zbiegów okoliczności, które pojawiły się w XIX wieku, skłania nas do refleksji, że muzyka klasyczna tej rangi to nie tylko zbiór dźwięków, ale wyraz najwyższego napięcia duchowego, wymagający całkowitego poświęcenia twórcy. Być może sam proces tworzenia cyklu symfonicznego o tak złożonej złożoności, psychologiczne obciążenie związane ze spuścizną Beethovena i głębokie egzystencjalne tematy, które kompozytor porusza w swojej IX Symfonii, znajdują się u granic ludzkich możliwości.

    Czasami wydaje się, że klątwa objawia się właśnie tym, którzy w nią wierzą, tak jak miało to miejsce w przypadku Alfreda Schnittkego. Napisał osiem symfonii, ale przez długi czas nie mógł zebrać sił, by skomponować dziewiątą. Rozpoczął pracę nad nią w latach 90., mając już za sobą kilka udarów, ale ostatecznie nie udało mu się jej ukończyć.

    Giennadij Rożdiestwieński, bliski przyjaciel Sznittkego, doskonale rozumiejący język muzyczny kompozytora, podjął się rekonstrukcji trudnego do odczytania rękopisu pozostawionego przez ciężko chorego autora. Nie tylko odrestaurował tekst, ale także kreatywnie uzupełnił i zaaranżował fragmenty, które przetrwały jako szkice.

    Próbka oryginalnej partytury IX Symfonii Schnittkego. Zdjęcie: A. Schnittke / William C. White

    Dyrygował on prawykonaniem w 1998 roku. Kompozytor, doceniwszy wykonanie, zakazał jednak dalszych wykonań. Po śmierci Schnittkego jego żona przekazała rękopis Nikołajowi Korndorfowi, który również był bliskim przyjacielem rodziny. Niestety, on również nie był w stanie dokończyć dzieła: w 2001 roku jego życie przerwał guz mózgu.

    Współczesne postrzeganie tego mitu zdaje się odchodzić od jego mistycznych aspektów, przekształcając się w głęboką metaforę wyjątkowej natury ludzkiej kreatywności. „Klątwa IX Symfonii” sugeruje, że wzniosła sztuka pojawia się na samym skraju możliwości, wymagając od autora nie tylko talentu, ale i kolosalnego wysiłku, który niekiedy okazuje się przekraczać jego możliwości. W tym kontekście IX Symfonia nie stanowi magicznego kamienia milowego, lecz symboliczny szczyt twórczej podróży, po której może nastąpić cisza lub monumentalny wysiłek pokonania własnych ograniczeń. Ta historia nie opowiada o śmierci, ale o wyżynach, jakie wyznaczyła twórczość Beethovena i które każdy nowy artysta może przyjąć jako wyzwanie lub wyrok.