Kino i Muzyka

Horror o cielesności „Substance”: fabuła, obsada i twórcy

Horror o cielesności „Substance”: fabuła, obsada i twórcy

Rozpocznij swoją przygodę z IT: 4 darmowe kursy, które pomogą Ci wybrać kierunek.

Dowiedz się więcej

Film „The Substance” miał premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2024 roku, gdzie zdobył nagrodę za najlepszy scenariusz. To drugi film francuskiej reżyserki, która wyraża swoje myśli poprzez kino; Pierwszym z nich był „Zjawa”, wydany w 2017 roku. W obu filmach główni bohaterowie stawiają czoła patriarchalnym strukturom i walczą o obronę swojej wolności.

W swoim pierwszym filmie Farge poruszyła temat nadmiernej seksualizacji kobiet na tle dynamicznych scen ze strzelaninami i pościgami samochodowymi. W swoim drugim dziele kontynuuje ten temat, ale robi to w sposób bardziej powściągliwy, choć z nie mniejszym okrucieństwem, wykorzystując ironiczny horror ciała jako główny pryzmat percepcji.

W tej recenzji zastanowimy się nad powodami, dla których film „Substance” można uznać za jeden z najbardziej prowokacyjnych filmów tego roku. Szczegółowo przeanalizujemy następujące aspekty:

  • fabułę filmu;
  • głównych bohaterów;
  • główny pomysł Coralie Farge;
  • wykonanie techniczne;
  • problemy, które budzą kontrowersje w filmie.

Dołącz do naszego kanału na Telegramie „Jak się masz?” W tym miejscu nasi koledzy omawiają tematy psychologii i rozwoju osobistego z serdecznym podejściem i naukowym uzasadnieniem. Będziemy również dzielić się z Wami nowymi filmami i muzyką w weekendy.

O czym jest ten film?

Elizabeth, znana z roli nagrodzonej Oscarem aktorki noszącej nazwisko Sparkle, kiedyś naprawdę błyszczała na ekranie. Jednak z czasem jej sława przygasła i teraz prowadzi regularny program fitness dla gospodyń domowych. Wydawałoby się, że to dobry koniec dla aktorki, której kariera dobiegła końca. Jednak nawet w tej roli Elizabeth nie trwa wiecznie: widzowie odchodzą z jej programu, a oglądalność gwałtownie spada. Producent, nie dając jej szans, daje jej do zrozumienia, że ​​zastąpi ją ktoś młodszy.

W tym krytycznym momencie Sparkle natrafia na informację o leku o nazwie „Substance”. Pojedynczy zastrzyk odblokowuje możliwość stworzenia młodszej wersji samego siebie, pozwalając mu korzystać z nowego ciała według własnego uznania. Jednak, jak w każdej historii, istnieją istotne ograniczenia. Pierwsza zasada mówi, że kopia stworzona z oryginału może zastąpić swojego „gospodarza” tylko co dwa tygodnie. Druga zasada wymaga, aby podczas gdy jedno ciało cieszy się życiem, drugie było odżywiane specjalną substancją. Niedopełnienie tych warunków prowadzi do poważnych konsekwencji: nieaktywne ciało zacznie stopniowo ulegać pogorszeniu.

Kadr: film "Substance" / Working Title Films / Blacksmith

W desperackiej próbie odzyskania utraconych lat Elizabeth decyduje się wziąć udział w nietypowym eksperymencie. Po zastrzyku, 20-letnia piękność o imieniu Sue (Margaret Qualley) wyłania się z jej pleców niczym Dionizos z uda Zeusa. Podczas gdy Elizabeth tygodniami leży nieruchomo na podłodze w łazience, jej replika bierze udział w przesłuchaniach do głównej roli w programie fitness. Sue tańczy tak energicznie przed kamerami do utworu Danzela „Pump It Up”, że wkrótce staje się prawdziwą gwiazdą.

Wszystko idzie dobrze od początku; obie wersje zachowują się właściwie i przestrzegają ustalonych zasad. Jednak po pewnym czasie Sue zaczyna marnować swój czas. Niszczy to delikatną równowagę i ostatecznie powoduje poważne problemy.

Przeczytaj także:

Marilyn Monroe i feminizm: Jak wizerunek „głupiej blondynki” stał się symbolem ruchu kobiecego

Marilyn Monroe, która stała się uosobieniem ideału kobiecości w połowie XX wieku XX wieku, jest ciekawym przypadkiem w kontekście feminizmu. Choć jej wizerunek często kojarzono z naiwnością i frywolnością, stała się ikoną walki o prawa kobiet.

Monroe była nie tylko wybitną aktorką, ale także kobietą, która rozumiała swoją pozycję w branży rozrywkowej. Jej kariera rozpoczęła się w środowisku, w którym kobiety były często postrzegane jako przedmioty, a nie jednostki z prawami i pragnieniami. Umiejętnie wykorzystywała swój wygląd i charyzmę, aby przebić się do zdominowanego przez mężczyzn świata. Jednak za jej uderzającym wizerunkiem kryła się głęboka osobowość, dążąca do niezależności i samoekspresji.

Jako symbol feminizmu, Monroe uosabiała złożoność kobiecego doświadczenia. Łamała stereotypy, pokazując, że piękne kobiety mogą być inteligentne i silne. Jej praca i życie stały się wzorem do naśladowania dla wielu, inspirując kobiety do walki o swoje prawa i wolność wyboru. W ten sposób Marilyn Monroe przekształciła się z „głupiej blondynki” w postać ikoniczną, symbolizującą nowe feministyczne ideały i możliwości dla kobiet.

Jakie są cechy postaci kobiecych?

Początkowe sceny filmu sugestywnie i bez słów ilustrują karierę Elizabeth Sparkle. Na jej cześć na Hollywoodzkiej Alei Gwiazd umieszczana jest gwiazda, ale z czasem zainteresowanie nią maleje. Ludzie przestają robić sobie zdjęcia z pomnikiem i stopniowo popada on w zapomnienie. Gwiazda zaczyna pękać, a niezdarny przechodzień przypadkowo upuszcza lunch na nazwisko celebryty, ochlapując go ketchupem – to zdaje się zapowiadać, że widz w przyszłości będzie musiał stawić czoła wielu nieoczekiwanym wydarzeniom.

Kadr: film "The Substance" / Working Title Films / Blacksmith

Problem nie polega na utracie uroku ani braku chęci do występów na scenie – po prostu starzejące się ciało przestaje budzić zainteresowanie publiczności i czas się z nim rozstać. Producent jest w tej kwestii bardzo szczery, wręczając aktorce książkę kucharską w ramach kąśliwego żartu. Nie ma tu miejsca na osobiste uczucia ani żale – to po prostu prawa przemysłu rozrywkowego.

Elizabeth jest tak przygnębiona, że ​​w drodze do domu ulega wypadkowi samochodowemu. Po wizycie kontrolnej u lekarza, który okazuje jej troskę, otrzymuje w prezencie pendrive z reklamą „Substance”. Tak rodzi się Sue – doskonały przykład pod każdym względem. Młodsza wersja Sparkle nie ma żadnych fizycznych wad, a interesujące spojrzenia dyrektorów obsady potwierdzają z pewnością: została zatwierdzona do roli nowej prowadzącej programu.

Kadr: film "Substance" / Working Title Films / Blacksmith

Oba Aktorki wykazały się niesamowitym oddaniem swoim rolom, wykazując się ogromną odwagą. Muszą polegać nie tylko na głosie i ekspresji emocjonalnej, ale także na swoich możliwościach fizycznych. W tym filmie Margaret Qualley uosabia koncepcję „seksualizacji” opisaną w podręcznikach feministycznych, a Demi Moore często staje przed lustrem, przyglądając się swoim zmarszczkom i bruzdom. Choć ma już 61 lat, nie powstrzymuje jej to przed poddaniem się serii fizycznych wyzwań na ekranie: kamera chętnie uwiecznia niedoskonałości jej wyglądu, a charakteryzatorzy nie oszczędzają aktorki w finałowej scenie.

Tego podejścia nie należy postrzegać jako próby wykorzystania wyglądu, lecz raczej jako wymóg gatunku. W horrorze cielesnym ciała często działają jako niezależni aktorzy: są w pełni zaangażowane w akcję, odsłaniając nie tylko głębię swoich dusz, ale także intymne części ciała. Bez tego elementu niemożliwe jest osiągnięcie prawdziwej katharsis.

Jaka była główna myśl autora?

Za licznymi odniesieniami do dzieł Cronenberga (obrzydliwe siorbanie w stylu ASMR i ekstremalne momenty), Ducournau (nacisk na fizyczność postaci), Refna (mnóstwo neonowych odcieni i kontrastujących kolorów czerwonego i niebieskiego), Kubricka (muzyka z „2001: Odysei kosmicznej”), a nawet Stephena Kinga (krwawe sceny, jak w „Carrie”), kryje się coś głębszego niż tylko film rozrywkowy z efektownymi scenami.

Coralie Farjat jasno wyraża swój pogląd: wysokie wymagania co do wyglądu i oczekiwania widzów przybierają czasami absurdalne formy. W świecie kina kobiece ciało często nie jest własnością kobiet, lecz należy do producentów lub publiczności, która pragnie widowisk na ekranie.

Kadr: film „Substance” / Working Title Films / Blacksmith

W takich programach fitness kładzie się nadmierny nacisk Skupienie się na seksualności zaciemnia znaczenie treści, eksponując jedynie jej zewnętrzne cechy. Kogo tak naprawdę interesuje oglądanie zwykłego aerobiku? Ognisty twerk Sue to zupełnie inna sprawa. Ten program wydaje się reliktem dawno minionej epoki, nawiązując do żywej różnorodności barw i kultu fizycznej atrakcyjności lat 80. Jednak, jak pokazuje doświadczenie, program może trwać w nieskończoność, jeśli ma coś, co przyciąga uwagę widzów.

Jak to wygląda?

Poglądy wyrażane przez Francuzkę znajdują potwierdzenie w technikach stosowanych przez jej kolegów. Na przykład operator Benjamin Krakoun stale wykorzystuje zoomy, aby pokazać dwa zupełnie przeciwstawne poglądy na temat pojęcia „fizjologicznego”. Z jednej strony mamy starzejących się producentów, którzy krzywią się, sączą i ślinią, a z drugiej szczupłe kobiety o nieskazitelnej cerze, skaczące w wyzywających strojach, liczące na przyciągnięcie uwagi.

Krakun mistrzowsko rozróżnia momenty, w których należy podkreślić absurdalność serialu dynamicznym montażem, a momenty, w których wypada oddać samotność bohaterek za pomocą statycznych, szerokokątnych ujęć. Operator często eksperymentuje z rozwiązaniami przestrzennymi: przygnębiony stan postaci jest pięknie oddany w niekończących się korytarzach i pustych, martwych lokacjach. Najtrudniejsze momenty doświadczenia są filmowane z perspektywy pierwszej osoby, pozwalając widzowi dosłownie wejść w buty bohaterek.

Obraz jest wolny od zbędnych szczegółów: kadr zajmują głównie twarze, postacie lub, przepraszam, przedmioty. Ten minimalizm w większości scen pomaga skupić się na historii bohaterek, zapobiegając odciąganiu uwagi od struktury tego tajemniczego świata, który można określić jako retro-przyszłość lub wyobrażoną na nowo teraźniejszość.

Kadr: film "Substance" / Working Title Films / Kowal
Kadr z filmu „Substance” / Working Title Films / Blacksmith

Tempo akcji wzmacnia muzyka stworzona przez DJ-a Rafferty'ego. W filmie „Substance” ścieżka dźwiękowa przed narodzinami Sue jest często monotonna, przytłaczająca lub całkowicie nieobecna. Jednak wraz z wprowadzeniem „petardy” muzyka nabiera żywego i mocnego rytmu, przywodzącego na myśl ostatnie dzieła Luki Guadagnino, takie jak „The Pretenders”. Energiczna ścieżka dźwiękowa potęguje immersję w świat filmu, tworząc atmosferę strachu i dyskomfortu, a także szaleństwa i euforii. Po około piętnastu minutach filmu widz może poczuć pokusę, by wstać i spróbować aerobiku. Jednak nie spiesz się: ta rozrywka nie potrwa długo. Film, niczym kolejka górska, po krótkiej emocjonalnej pauzie nagle przyspiesza i wpada w przerażające głębiny.

Przeczytaj także:

„The Contenders” to dramat sportowy z Zendayą w roli głównej. Reżyserem filmu był twórca „Tamtych dni, tamtych nocy”.

Jakie alternatywy mogłyby być lepsze?

Scenariusz, nad którym pracowała również Coralie Farjat, ma co najmniej dwie oczywiste wady: nadmierną długość i niepotrzebnie rozwleczone zakończenie.

Film trwa dwie godziny i dwadzieścia minut, choć nie jest to szczególnie konieczne. Fabuła mogłaby zostać z łatwością przedstawiona w optymalnych 92 minutach, nie tracąc przy tym głównego wątku. Pierwsze półtorej godziny przykuwa uwagę widza, oferując świeże spojrzenie bez powtórzeń, ale potem rozpoczyna się finał, który znacząco przeciąża poprzednie wydarzenia. Bohaterowie znów wracają do starych pytań i niepotrzebnie rozwlekają główną sprzeczność, przez co mimowolnie sprawdzamy godzinę.

Kadr: film "Substance" / Working Title Films / Blacksmith

Zakończenie filmu niekończącym się koncertem staje się prawdziwym testem, wywołując chęć wykrzyknięcia: „Rozumiem!”. Twórcy ewidentnie przesadzili z doprecyzowaniem każdego szczegółu. W rezultacie, zamiast zachwytu, który odczuwało się przez pierwsze półtorej godziny, czuje się jedynie rozczarowanie: „Dlaczego kazali mi czekać?”. Właściwie napisy końcowe powinny pojawić się kilka scen wcześniej, pozostawiając miejsce na niepewność i pozwalając widzowi samodzielnie domyślić się zakończenia. Ale, niestety, mamy to, co mamy. Pomimo niezaprzeczalnych wad, „Substance” można śmiało uznać za wybitny horror tego roku. Co więcej, może się poszczycić tytułem jednego z najlepszych horrorów ostatnich lat. Widzowie prawdopodobnie nie widzieli takiego połączenia odpychającego, a jednocześnie porywającego widowiska od premiery „Tytana” Julii Ducournau. Nawet „Zbrodnie przyszłości” Davida Cronenberga nie wywołały tak silnego szoku. Pozostaje mieć nadzieję, że Farzha wyciągnie wnioski ze swoich błędów i następnym razem zaprezentuje bardziej harmonijne, ale nie mniej oryginalne dzieło. (A teraz autor idzie się umyć i długo wpatruje się w swoje odbicie w lustrze.)

Przeczytaj także:

Niesamowicie zachwycające: niskobudżetowe horrory