Spis treści:
- Ukradłem kamerę filmową
- Wskoczyłem w kaktus
- Skomplikowane relacje z psychopatią: moje osobiste doświadczenia z przyjaźnią
- Wycieczka piesza z Monachium do Paryża
- Na skraju katastrofy: niebezpieczne podobieństwo do Pompejów
- Nieprzewidywalny moment: but jako przystawka na premierze
- Skłamałem publiczności
- Picie ze skórzanego but

Jak bardzo interesujesz się IT? ➞ Odkryj 4 bezpłatne kursy na temat aktualnych technologii. Znajdź swoją dziedzinę zainteresowań i rozpocznij podróż do nowej kariery.
Dowiedz się więcej82. Festiwal Filmowy w Wenecji rozpoczął się ważnym momentem: Francis Ford Coppola wręczył honorową nagrodę Złotego Lwa znanemu niemieckiemu reżyserowi filmowemu Wernerowi Herzogowi. Ten niezwykły twórca reżyseruje od początku lat 60. XX wieku, a jego nieustępliwy styl na planie uczynił go legendą w świecie kina.
W urodziny Wernera Herzoga krytyk filmowy Jegor Szeremet wspomina karierę tego genialnego prowokatora, analizując ją przez pryzmat jego najbardziej ekscentrycznych działań.
W tym artykule omówimy następujące kwestie:
- Dlaczego młody reżyser zdecydował się rozpocząć karierę od kradzieży?
- Powody, dla których Herzog chciał zniszczyć aktora Klausa Kinskiego, są związane z ich złożoną i napiętą relacją. Obaj twórcy współpracowali przy kilku filmach, a każdy z nich miał silne charaktery i żywą osobowość. Ich współpraca charakteryzowała się nie tylko sukcesami twórczymi, ale także częstymi konfliktami, które niekiedy przeradzały się w skandale. Kinski, znany z ekscentrycznego zachowania i wybuchowego charakteru, często irytował Herzoga. Reżyser z kolei wielokrotnie poddawał aktora presji psychologicznej, co również przyczyniało się do napięcia. Czynniki te doprowadziły do tego, że w pewnym momencie Herzog, doświadczając skrajnego napięcia i niezadowolenia, wyraził zamiar odebrania życia Kinskiemu, choć tego oświadczenia nie należy rozumieć dosłownie – było ono raczej wyrazem jego rozpaczy i głębokiego zmęczenia wspólną pracą.
Ich związek można zatem scharakteryzować jako złożony i pełen sprzeczności związek, w którym proces twórczy często był zagrożony konfliktami osobistymi i wybuchami emocji.
- Jak Herzog omal nie stracił życia podczas kręcenia swojego filmu?
- Dlaczego reżyser zdecydował się na taki czyn, jak zjedzenie jego skórzanego buta?
- Co skłoniło Herzoga do zakochania się w „Baby Yodzie”?
Ukradł kamerę filmową
Werner Stipetic urodził się w 1942 roku w Monachium, które w tym czasie znajdowało się w stanie dewastacji: siły alianckie Nie oszczędzał stolicy Bawarii, regularnie strajkując. Aby chronić dzieci, matka Wernera postanowiła przenieść rodzinę do spokojnej alpejskiej wioski. Przez następne dwanaście lat młody Werner żył otoczony naturą; w domu Stipetića nie było toalety, telefonu ani bieżącej wody. Stipetić, który później przyjął nazwisko ojca „Herzog”, po raz pierwszy zetknął się ze światem kina jako nastolatek. W jego małej wiosce brakowało kina, a „filmy” można było oglądać tylko dzięki wizytującym kinooperatorom. Jednak po powrocie do Monachium Werner szybko podjął decyzję o wyborze kariery: został reżyserem. „Opanował” podstawy swojego fachu, studiując kilka stron z encyklopedii i natychmiast rozpoczął pracę nad swoim debiutanckim filmem. Jedyną przeszkodą, z jaką spotkał się ten młody talent, był brak funduszy na zakup profesjonalnego sprzętu filmowego.
Herzog znalazł eleganckie rozwiązanie tego problemu, uciekając się do przestępstwa: ukradł kamerę 35 mm z monachijskiej szkoły filmowej. Po tym natychmiast rozpoczął pracę twórczą. Pochłaniały go względy moralne, a sam Herzog nie czuł się winny. Twierdził, że ma pełne prawo do tego narzędzia, które umożliwiało mu tworzenie dzieł.
Herzog był człowiekiem pełnym pasji i niezwykłych zdolności. Nie przepuścił żadnej okazji, by doświadczyć życia, często oddając się ryzykownym przygodom i odważnie ignorując osąd innych. Incydent z kradzieżą kamery filmowej to dopiero początek przejawów jego „szaleństwa” i obsesyjnego przywiązania do świata kina.

W 1962 roku, w wieku dwudziestu lat, młody reżyser zaprezentował swój debiutancki film. W swoim krótkometrażowym filmie „Herkules” Herzog porusza kwestię męskości, uwieczniając wizerunki zawodowych sportowców i żołnierzy. Ten eksperymentalny film trafił na ekrany w idealnym momencie i wkrótce aspirujący reżyser został uznany za jednego z twórców „nowego kina niemieckiego”.
Wskoczył do kaktusa
W 1970 roku Herzog zaprezentował na Festiwalu Filmowym w Cannes swój czarno-biały film fabularny „Nawet krasnoludki zaczynają od małych rzeczy”. W tym filmie, opowiadającym historię pacjentów dziwnej kliniki, którzy buntują się przeciwko swoim okrutnym opiekunom, wszystkie role zagrali ludzie z achondroplazją. Czego innego można oczekiwać od reżysera, który uparcie ignoruje utarte standardy kina festiwalowego?
Proces filmowania przebiegał w atmosferze kompletnego chaosu. Jeden z aktorów został najpierw potrącony przez przejeżdżający samochód, a następnie zapalił się w wyniku awarii pirotechnicznej. Zaniepokojony reżyser postawił ekipie ultimatum: jeśli film zostanie ukończony bez dalszych incydentów, wskoczy na kaktusa. Wyczyn kaskaderski okazał się sukcesem – projekt został ukończony bez żadnych incydentów, a sam Herzog bez wahania rzucił się w objęcia kłującej rośliny.
Premiera tej chaotycznej komedii wywołała szok porównywalny z sensacją: Herzog zaczął być postrzegany jako postać skandaliczna i prowokator. Jednak 55 lat później dzieło to jest postrzegane jako jeden z pierwszych kroków w kierunku kina inkluzywnego: pomimo ironicznego tytułu, film znacząco przyczynił się do uwidocznienia marginalizowanych grup społecznych.


Po umiarkowanym sukcesie filmu „Krasnoludki” Herzog postanowił kontynuować zgłębianie tematu osób niepełnosprawnych, tym razem jednak wybierając gatunek dokumentalny. W 1971 roku nakręcił dwa filmy poruszające kwestie inkluzywności: krótkometrażowy „Limited Future”, który skupiał się na trudnościach, z jakimi borykają się niepełnosprawne dzieci w integracji ze społeczeństwem, oraz pełnometrażowy „Land of Silence and Darkness”, który koncentrował się na osobach głuchoniewidomych.
W 1974 roku reżyser poznał Brunona S., ulicznego muzyka cierpiącego na liczne zaburzenia psychiczne. Bezpośredniość Brunona zrobiła na Herzogu silne wrażenie i postanowił on obsadzić go w głównej roli w swoim filmie „Każdy sobie i Bóg przeciw wszystkim”. Film ten zdobył Grand Prix Jury na festiwalu filmowym w Cannes, a Bruno stał się prawdziwą gwiazdą.

Przeczytaj także:
Grecja ma wszystko, czego potrzebuje, ale filmy Jorgosa Lanthimosa wywołują jednocześnie niezadowolenie i podziw czas.
Skomplikowany związek z psychopatią: Moje osobiste doświadczenia z przyjaźnią
Na początku lat 70. Werner Herzog rozpoczął pracę nad swoim jak dotąd najbardziej ambitnym projektem – filmem „Aguirre, gniew boży”. W filmie, opowiadającym historię konkwistadora poszukującego mitycznego miasta El Dorado, wystąpił słynny niemiecki aktor Klaus Kinski.
Herzog pracował nad „Aguirre” przy minimalnym budżecie. Kinski zignorował jednak trudności finansowe reżysera – oświadczył, że żąda dwóch trzecich całkowitego budżetu jako wynagrodzenia i regularnie groził odejściem z projektu. Znudzony kaprysami aktora, Herzog zmuszony był uciec się do własnych gróźb.
Kiedy Kinski ponownie postanowił spróbować uciec, Herzog postawił mu surowe ultimatum: jeśli spróbuje ponownie uciec, Werner był gotów strzelić mu w głowę z karabinu. Przestraszony Kinski ukończył zdjęcia do „Aguirre” bez żadnych napadów złości. Jednocześnie stało się jasne, że trudności, na jakie Herzog natrafił podczas pracy nad filmem, były spowodowane wyłącznie zachowaniem nieznośnego aktora.

Pomimo nieoczekiwanego pojawienia się nieporozumień, sojusz Herzoga i Kinskiego nie rozpadł się. Reżyser znalazł się w sytuacji przypominającej przemocowy związek: krytycy tak bardzo pokochali Kinskiego, że Herzog był zmuszony kontynuować z nim współpracę. Sukces „Aguirre” doprowadził do powstania trzech kolejnych wspólnych projektów: „Nosferatu: Upiór nocy”, „Fitzcarraldo” i „Zielona kobra”.
Złożona postać Kinskiego stopniowo doprowadzała Herzoga do granic możliwości. W filmie dokumentalnym „Mój najlepszy wróg to Klaus Kinski” reżyser szczerze wyjawił swój plan zabicia aktora: zamierzał podpalić dom Kinskiego, ale jego plan pokrzyżował pies aktora, który zaatakował rozwścieczonego reżysera.
Zachowanie Kinskiego miało znaczący wpływ na podejście twórcze Herzoga. Podczas kręcenia filmu „Fitzcarraldo” reżyser postawił przed statystami niewykonalne zadanie: przetransportowanie gigantycznego parowca po prawdziwej górze. Zmęczeni i wyczerpani aktorzy zdołali przesunąć kolosalną konstrukcję, a Herzog postanowił włączyć tę scenę do finalnej wersji filmu. Dla Wernera niezwykle ważne było, aby widzowie zobaczyli w kadrze rzeczywisty ruch statku.

Po zakończeniu pracy nad filmem „Zielona kobra” drogi Wernera Herzoga i Klausa Kinskiego zaczęły się rozchodzić. Reżyser zdał sobie sprawę, że nie może dłużej współpracować z aktorem, którego wybryki stały się zbyt nieprzewidywalne. Mimo to, nawet po ostatecznym rozstaniu z Kinskim, Herzog kontynuował poszukiwania następcy dla ekscentrycznego artysty. Starał się podsycać ekscentryczność swoich projektów, przyciągając tak uznanych mistrzów nietypowego aktorstwa, jak Nicolas Cage w „Złym poruczniku”, Michael Shannon w „Synu, synu, co ty zrobiłeś?” i Christian Bale w „Ratunku na świt”.
Nie udało mu się jednak odzyskać poziomu sukcesu, jaki odniósł z Kinskim. Na początku lat 2010. Herzog niemal całkowicie wycofał się z kręcenia filmów fabularnych, skupiając się na dokumentach.
Piesza podróż z Monachium do Paryża
Od najmłodszych lat Herzog pasjonował się chodzeniem. Wręcz przeciwnie, woli nazywać to „podróżowaniem pieszo”. W takich momentach, gdy wyrusza na długie wędrówki, jego umysł zdaje się wpadać w szczególny stan, a nogi same prowadzą do celu.
W listopadzie 1974 roku Lotte Eisner, krytyczka filmowa i mentorka Herzoga, poważnie zachorowała. Reżyser był tak zaniepokojony jej stanem zdrowia, że postanowił odbyć pieszą pielgrzymkę z Monachium do Paryża, gdzie mieszkała. Przez trzy tygodnie Herzog wędrował wiejskimi drogami, znosząc srogie zimno europejskiej zimy, które dawało mu się we znaki szczególnie mocno. Zanim w końcu dotarł do Paryża, Eisner już wyzdrowiał. Cztery lata później Herzog opublikował książkę „On Walking on Ice” opartą na wpisach z pamiętnika, które prowadził podczas podróży.

W 2019 roku reżyser zaprosił widzów na długą wędrówkę. Film dokumentalny „Nomad: Śladami Bruce'a Chatwina” powstał ku czci Bruce'a Chatwina, pisarza i bliskiego przyjaciela Herzoga, z którym często przemierzał okolicę pieszo. Ten poetycki film stał się wzruszającym prezentem dla miłośników pieszych wędrówek: Herzog dzieli się z widzami sekretami udanych wędrówek i wspomina swojego przyjaciela.

Przeczytaj także:
Złote Lwy: 15 najnowszych zwycięzców nagrody Festiwalu Filmowego w Wenecji
Na krawędzi katastrofy: Niebezpieczne podobieństwo do Pompejów
W 1976 roku reżyser Herzog odwiedził wyspę Saint Vincent, gdzie wszyscy mieszkańcy uciekli z domów z powodu groźby wybuchu wulkanu Soufrière. Pragnął spotkać samotnego starca, który pomimo niebezpieczeństwa pozostał na swojej ojczystej ziemi. Jednak, aby dotrzeć do tego starszego chłopa, Herzog i jego ekipa musieli zaryzykować własne życie.
Podczas kręcenia filmu na wyspie przebywali tylko starzec, ekipa filmowa i potężny wulkan, który mógł zniszczyć Saint Vincent. Na szczęście do wybuchu nie doszło. Herzog przeżył, a widzowie mogli wybrać się na „spacer” po bezludnej wyspie i spotkać śmierć w krótkometrażowym filmie „La Soufriere”.


Dla Wernera Herzoga ryzyko związane z zagrożeniem życia podczas kręcenia filmów stało się nieodłącznym elementem procesu twórczego. W filmie dokumentalnym „Lekcje ciemności” uwiecznił płonące pola naftowe w Kuwejcie i pola zalane płonącą ropą. Podczas pracy nad filmem „W głąb tego świata” reżyser odważył się nawet zejść do krateru czynnego wulkanu. Dla Herzoga sztuka zawsze była ważniejsza od osobistego dobrostanu.
Nieprzewidywalny moment: But jako przystawka na premierze
W połowie lat 70. Herzog poznał młodego reżysera Errola Morrisa, który miał ambitny plan nakręcenia dokumentu o cmentarzach dla zwierząt. Miał jednak trudności ze znalezieniem producentów chętnych do poparcia jego nietypowego pomysłu. Herzog był pod wrażeniem koncepcji, ale nieco irytowała go skromność Morrisa. Próbował przekonać swojego młodego kolegę, aby najpierw wypuścił film, a dopiero potem szukał dystrybutorów. Założyli się: jeśli Morrisowi uda się ukończyć jego dzieło, Herzog publicznie zje jego skórzany but.
W 1978 roku wszedł na ekrany film „Wrota niebios”. Dotrzymując słowa, Werner Herzog spędził pięć godzin z szefem kuchni kalifornijskiej restauracji, gotując swój but w aromatycznym bulionie z czosnkiem i przyprawami. Na premierze filmu postanowił nawet zjeść swój but. Ten niezwykły akt został uchwycony na kamerze przez reżysera Lesa Blanka, który później zatytułował swój krótkometrażowy film „Werner Herzog zjada but”.

Działań Herzoga nie można postrzegać jedynie jako rezultatu nieudanej transakcji; stanowią one świadomy wysiłek człowieka, który jest gotów zrobić wszystko, by wesprzeć młodych reżyserów. W 2009 roku Werner kontynuował swoje niekonwencjonalne działania, by inspirować aspirujących filmowców. Założył własną szkołę filmową, Rogue Film School, gdzie studenci poświęcali czas na praktykę zamiast na żmudne wykłady. Pod okiem Herzoga młodzi reżyserzy uczyli się otwierać zamki i fałszować pozwolenia na kręcenie filmów. W ten sposób Herzog starał się przekazać przesłanie, że prawdziwe kino nie może ograniczać się do hollywoodzkich studiów i prestiżowych nagród.
Oszukać widza
Film „Dzwony z głębin” zawiera interesującą scenę: dwóch mężczyzn bada powierzchnię zamarzniętego jeziora. Ci pielgrzymi próbują odnaleźć mityczne miasto Kiteż, którego dzwony podobno słychać nawet przez lód. Scena ta harmonijnie wpisuje się w ogólną ideę filmu, poświęconego życiu mieszkańców małych rosyjskich wiosek, którzy wciąż wierzą w cuda i tajemnice.
Jednak za tą urzekającą chwilą krył się niuans: dokumentalista Herzog zastosował zakazaną metodę. Zainspirowany legendami o zaginionym mieście Kiteż, reżyser udał się do wioski Kideż, ale nie zastał tam ani jednego pielgrzyma. Aby uratować swój film, przekonał dwóch mieszkańców okolicy do wzięcia udziału w realizacji filmu – mężczyzn umieszczono w lodzie, co sfałszowało materiał dokumentalny.
Czyniąc to, otwarcie złamał zasady tworzenia filmów dokumentalnych, które zabraniają reżyserom ingerowania w prawdziwe wydarzenia. Jednocześnie sam Herzog nie uważał swoich działań za bezprawne, argumentując, że „scena ta najpełniej oddaje los i duszę Rosji”.

Dlaczego dokumentalista miałby ograniczać się do rzeczywistości, skoro wyobraźnia może wzbogacić kino? Wiele dzieł Herzoga zawiera elementy fikcji. Jego skłonność do przesady wpływa niekiedy nie tylko na widzów, ale także na tych, którzy odgrywają jego postaci.
W filmie „Mały Dieter musi latać” reżyser Werner Herzog zagłębia się w życie pilota Dietera Denglera, ofiary wietnamskiej niewoli. Zamiast ograniczać się do wywiadów i starych fotografii, Herzog wysyła swojego bohatera w dżunglę Laosu i zmusza go do udziału w rekonstrukcji własnego cierpienia. Dieter wyraźnie czuł się nieswojo, ale chęć reżysera, by przekazać widzom „prawdę”, była silniejsza – a Herzog mistrzowsko ukazał realia wietnamskiego uwięzienia, umiejętnie łącząc elementy dokumentalne z interpretacją artystyczną.

Przeczytaj także:
Filmy dokumentalne 2025 roku: rekomendacje do obejrzenia
Picie ze skórzanego buta
W 1999 roku reżyser Harmony Korine nakręcił swój drugi film fabularny, „Julien Osioł”. Ten eksperymentalny film o młodym mężczyźnie cierpiącym na schizofrenię wyróżniał się nietypowymi zdjęciami i śmiałą fabułą. Jednak to portret ojca chorego bohatera zrobił największe wrażenie na publiczności i krytykach. Postać ta zmuszała swoje dzieci do popełniania okropnych czynów i piła alkohol prosto ze skórzanego pantofla.
Korine nie oszczędzał i zaprosił jednego ze swoich ulubionych reżyserów do roli trudnego ojca. Herzog, ubrany w koszulkę, aktywnie pomagał młodemu autorowi. Przemiana reżysera w aktora nastąpiła naturalnie, ponieważ Herzog wielokrotnie pojawiał się przed kamerą w swoich filmach dokumentalnych.

Niemiecki reżyser nie zignorował aktorstwa głosowego – jego głos można usłyszeć w takich serialach animowanych jak „Simpsonowie”, „American Dad” i „The Boondocks”. Jednak najbardziej pamiętną rolą w jego karierze aktorskiej była rola głównego złoczyńcy w filmie akcji „Jack Reacher”. Postać przerażającego starca, który odgryzał sobie palce, aby się uwolnić, okazała się tak wielowarstwowa, że antagonista zapadł widzom w pamięć jeszcze bardziej niż tytułowy bohater grany przez Toma Cruise'a.
W 2019 roku Herzog postanowił dołączyć do uniwersum „Gwiezdnych wojen”, grając postać o imieniu Klient w „The Mandalorian”. Podczas kręcenia filmu natknął się na kukłę przedstawiającą „Baby Yodę”. Reżyser był tak zachwycony lalką Grogu, że otwarcie wyznał swoją bezgraniczną miłość do niej, podkreślając, że postać wyglądała „zadziwiająco realistycznie – aż łzy napłynęły mu do oczu, gdy na nią patrzył”.
Dziś Herzog obchodzi 83. urodziny, ale nie planuje przechodzić na emeryturę. Na Festiwalu Filmowym w Wenecji pokazał swój nowy film dokumentalny „Ghost Elephants”, a w nadchodzących miesiącach planuje użyczyć głosu jednej z postaci w tajnym projekcie animacji tworzonym przez reżysera Bonga Joon-ho.

