Spis treści:
- Zwroty akcji w filmie
- Droga filmowej adaptacji „Długiego marszu”: od książki na ekran
- Filmowe adaptacje dzieł Stephena Kinga: spojrzenie na adaptacje jego literatury
- Analiza porównawcza kierunków fabularnych książki i adaptacji filmowej
- Porównanie: adaptacja filmowa i dzieło oryginalne
- Co udało się filmowi
- Problemy adaptacji dzieł literackich na ekran

Starasz się zrobić karierę w branży IT? ➞ Skorzystaj z 4 darmowych kursów w popularnych dziedzinach, aby wybrać odpowiednią dziedzinę i rozpocząć swoją podróż do nowego zawodu.
Dowiedz się więcej18 września w rosyjskich kinach odbędzie się premiera nowego filmu Francisa Lawrence'a opartego na powieści „Długi marsz”. Między powstaniem książki Stephena Kinga a jej adaptacją minęło prawie sześć dekad.
Lawrence, autor czterech części serii „Igrzyska śmierci”, po raz kolejny znakomicie pokazuje, jak władza może zamienić młodsze pokolenie w kartę przetargową. Tym razem nastolatkowie ponownie są zmuszeni walczyć o życie w brutalnym widowisku, ale bez tradycyjnego łuku i strzał. Krytyk filmowy Timur Aliyev analizuje, jak ten trzymający w napięciu film zgłębia temat przetrwania w reżimie totalitarnym.
Zwroty akcji w filmie
W alternatywnej rzeczywistości historia Ameryki jest pełna znaczących kataklizmów. Chociaż dokładne szczegóły pozostają niejasne, zakłada się, że miała miejsce wojna na dużą skalę. W rezultacie tych wydarzeń w całym kraju odbywa się coroczna akcja „Długi Marsz”. Bierze w niej udział 50 młodych ludzi reprezentujących każdy z 50 stanów USA, którzy gromadzą się, aby maszerować drogą. Nadzoruje ich major (w tej roli Mark Hamill), oficer w okularach przeciwsłonecznych, który wygłasza patriotyczne przemówienia i dodaje otuchy uczestnikom bez względu na to, co się z nimi dzieje.
Uczestnicy muszą utrzymywać minimalną prędkość 5 km/h. Zatrzymanie się, zwolnienie lub upadek skutkuje ostrzeżeniem. Jeśli w ciągu następnej godziny nie wystąpią żadne naruszenia, ostrzeżenie zostaje anulowane. Jeśli jednak uczestnik zbierze trzy ostrzeżenia, jest zagrożony: na służbie pojawia się konwój wojskowy, gotowy do otwarcia ognia w każdej chwili. Zwycięzcą zostaje ostatnia osoba, która pozostanie na miejscu. Nagrodą będzie znaczna suma pieniędzy i możliwość spełnienia jednego życzenia, pod warunkiem, że nie będzie to sprzeczne z prawem i nie będzie wymagało zmiany istniejących instytucji (np. nie będzie można odwołać „The Long Walk” dla przyszłych pokoleń).


Głównymi bohaterami tej opowieści są dwaj nastolatkowie. Pete McVries (w tej roli David Johnson) to dowcipny komik, który ukrywa swój ból serca i samotność pod maską sarkazmu. Ray Garraty (Cooper Hoffman) to niewinny idealista z Maine, który szczerze wierzy w sprawiedliwość istniejącego systemu i liczy na własne zwycięstwo. W przeszłości major zabił swojego ojca na oczach Raya i jego matki. Teraz młody mężczyzna dąży do sukcesu, aby móc użyć karabinu do zabicia oficera.
Relacja Raya i Pete'a stanowi główny filar „Długiego marszu”. Pozostali uczestnicy z kolei albo tworzą grupy wsparcia, albo stają się drapieżnikami, doprowadzając słabszych do załamania nerwowego, a ostatecznie do śmierci.
Droga do filmowej adaptacji „Długiego marszu”: od książki do ekranu
Historia adaptacji tej powieści do filmu mogłaby stanowić podstawę dla osobnego projektu filmowego. Książka, napisana w latach 1966–1967, została opublikowana dopiero w 1979 roku pod pseudonimem „Richard Bachman”, gdy Stephen King był już popularnym autorem. Ta droga do publikacji doskonale ilustruje złożoną relację Kinga ze światem literackim. Najpierw wydawca odrzucił rękopis, uznając go za zbyt mroczny. Następnie na przeszkodzie stanęły ograniczenia korporacyjne – w tamtym czasie pisarze mogli publikować nie więcej niż jedną książkę rocznie. Najpoważniejszy konflikt dotyczył jednak samego Kinga: wątpił w jakość swojej pracy. Sława, która przyniosła sukces „Carrie”, doprowadziła do rozwoju syndromu oszusta, a pisarz postanowił sprawdzić, czy czytelnicy docenią jego twórczość bez wielkiego nazwiska na okładce.
W 1987 roku prawa filmowe do powieści nabył George Romero, który planował stworzyć brutalną satyrę amerykańskiej rzeczywistości, ale projekt nigdy nie doszedł do skutku. Później, w latach 2000., Frank Darabont próbował zaadaptować książkę na kameralny dramat psychologiczny, ale napotkał trudności ze znalezieniem finansowania. Nawet gdy w 2018 roku New Line Cinema zatrudniło reżysera André Øvredala do wyreżyserowania filmu, pandemia wstrzymała rozwój projektu. Dopiero w 2023 roku Lawrence, doświadczony w tworzeniu dystopijnej literatury młodzieżowej, mógł przenieść powieść na ekran.
Ekranowe adaptacje dzieł Stephena Kinga: Spojrzenie na adaptacje jego literatury
Stephen King jest jednym z czołowych autorów, których dzieła najczęściej stają się podstawą adaptacji filmowych. Na podstawie jego książek powstało ponad sto filmów i seriali telewizyjnych. W 2025 roku na ekrany kin wszedł już film Życie Chucka z Tomem Hiddlestonem w roli głównej, a w przyszłości widzowie mogą spodziewać się nie tylko adaptacji The Long Walk, ale także nowej wersji The Running Man z Joshem Brolinem i Glenem Powellem, a także serii będącej prequelem To: Welcome to Derry.

Historia pokazuje, że Stephen King zazwyczaj nie ingeruje w adaptacje swoich dzieł na potrzeby filmu. Jednocześnie, dając reżyserom możliwość kreatywnej interpretacji jego dzieła, zawsze dzieli się swoją opinią na temat finalnego efektu. Jednym z niewielu przypadków, w których stawia film ponad tekstem oryginalnym, jest adaptacja powieści Briana De Palmy „Carrie”. W przeciwieństwie do książki, film wykorzystuje narrację liniową, unikając fragmentaryzacji typowej dla stylu epistolarnego. Dodatkowo, wybitne kreacje Sissy Spacek i Piper Laurie nadały opowieści emocjonalnej intensywności, którą King uważał za trudną do opisania na piśmie.
Co dziwne, kultowy film Stanleya Kubricka „Lśnienie” to film, którego Stephen King nie lubi najbardziej. Pisarz porównał go do „pięknego cadillaca bez silnika”. W adaptacji filmowej postać Jacka Torrance'a nie ulega transformacji: od razu zostaje przedstawiony widzom jako chory psychicznie, podczas gdy w książce jego stopniowa degradacja czyni go postacią jeszcze bardziej tragiczną. King uważa, że filmowi brakuje głębi emocjonalnej i empatii, charakterystycznych dla oryginału.
Autor „Długiego marszu” ma szczególną więź z tym dziełem. Powieść powstała w czasie jego studiów, zainspirowana wydarzeniami wojny w Wietnamie i przemianami społecznymi w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX wieku. W przedmowie Stephen King stwierdza, że dzieło to jest krzykiem młodego człowieka, który obserwuje, jak jego pokolenie staje się zabawką polityków i wojska. Motto, zaczerpnięte z myśli brytyjskiego filozofa Thomasa Carlyle'a, dobitnie podkreśla główną myśl autora:
„Z mojego doświadczenia wynika, że wszechświat był miejscem martwym, bezcelowym i pozbawionym woli, w którym nie było ani wrogości, ani troski”. To było jak jakaś ogromna, martwa i niezrozumiała maszyna parowa, kręcąca się w swojej obojętnej egzystencji i niszcząca mnie kawałek po kawałku."

Przeczytaj także:
Filmy grozy na podstawie twórczości Stephena Kinga: najbardziej pamiętne filmy i seriale.
Analiza porównawcza kierunków fabularnych książki i adaptacji filmowej
Scenariusz „Długiego marszu” w dużej mierze zachowuje ducha oryginału. Główny wątek fabularny jest niemal całkowicie wierny książce, a wiele kwestii postaci zostało przeniesionych na ekran z minimalnymi zmianami. Lawrence mistrzowsko odtwarza atmosferę, w której państwo hojnie oferuje swoim obywatelom spektakl pełen okrucieństwa – kamery rejestrują cierpienie skazanych na śmierć, zamieniając mękę młodych ludzi w popularne programy telewizyjne.
Młodzi ludzie początkowo postrzegają sytuację jako coś absurdalnego: śmieją się z wojskowego konwoju, parodiują przemówienia majora, snują ambitne plany na przyszłość i omawiają życzenia, które zamierzają wyrazić na koniec. Jednak długie kilometry podróży zaczynają dawać się we znaki. Ich stopy pokrywają się bolesnymi pęcherzami, a powieki z trudem otwierają się ze zmęczenia. Śmierć pierwszych uczestników staje się punktem zwrotnym i żarty ustają. Radosna grupa nastolatków, która wcześniej wyśmiewała żołnierzy i marzyła o nagrodach pieniężnych, przemienia się w wyczerpanych, przestraszonych młodych mężczyzn, którzy kurczowo trzymają się siebie nawzajem, jakby byli ich ostatnim wsparciem.

King poruszył kwestię, w jaki sposób społeczeństwo zrywa więzi ze swoją własną przyszłością, a Lawrence powtarza ten argument. Akcja rozgrywa się w kraju, w którym mieszkańcy zamieniają śmierć dzieci w coroczne widowisko. Kamery zamontowane na pojazdach wojskowych rejestrują wydarzenia przez całą dobę. Od czasu do czasu na poboczu drogi pojawiają się widzowie: niektórzy wiwatują na cześć uczestników, inni śmieją się i przeklinają. Stopniowo z tego chaosu wyłania się obraz państwa przypominającego Kronosa, które nie tylko pożera swoje dzieci, ale także zachęca swoich obywateli do radowania się z tego straszliwego widowiska.
Porównanie: Adaptacja filmowa a dzieło oryginalne
W książce „Długi marsz” na linii startu stanęło dokładnie 100 uczestników, podczas gdy w adaptacji filmowej ich liczba została zmniejszona do 50. Zmiana ta wynika prawdopodobnie z faktu, że trudno byłoby odzwierciedlić i zapamiętać tak dużą liczbę postaci w filmie pełnometrażowym. Co więcej, zmieniła się również prędkość ruchu: w utworze literackim uczestnicy maszerowali z prędkością czterech mil na godzinę (6,4 km), podczas gdy w filmie jest to trzy mile na godzinę (4,8 km). Tempo czterech mil na godzinę jest trudne do utrzymania przez 24 godziny, a w obu wersjach „Marsz” trwa około pięciu dni. Zwolnienie tempa do trzech mil sprawia, że maraton jest bardziej wiarygodny, ale nie mniej wyczerpujący.
Główną różnicą jest brak wewnętrznych refleksji Raya Garraty'ego. W dziełach Kinga bohater wspomina chwile, gdy ojciec uczył go naprawiać samochód, gdy całował swoją dziewczynę Jan na balu maturalnym i jak matka ze łzami w oczach żegnała go na pokaz. Ray rozmyśla nad naturą śmierci, analizuje działania innych uczestników i marzy o przyszłości, w której czekają na niego zarówno nagrody, jak i Major. W filmie wiele aspektów charakteru Garraty'ego zostało skróconych i nierozwiniętych, a niektóre z jego wewnętrznych myśli zostały przeniesione do dialogów z innymi postaciami.

Film ledwo porusza kwestię osobowości osób zgromadzonych wzdłuż trasy Długiego Marszu. W przeciwieństwie do książki, w której fani aktywnie fotografują uczestników, a nawet obstawiają zwycięzców, ten wątek jest w filmie praktycznie nieobecny. Francis Lawrence najwyraźniej postanowił skupić się na izolacji bohaterów podczas ich wędrówki, dlatego te aspekty zostały pominięte. Motywy polityczne w filmie zeszły na dalszy plan. Oryginalny tekst Stephena Kinga zawiera wiele szczegółów na temat funkcjonowania tego śmiercionośnego systemu, powodów, dla których Amerykanie w milczeniu obserwują morderstwa nastolatków, oraz bolesnych kosztów ekonomicznych krwawego widowiska. Lawrence jedynie napomyka o tych kwestiach.
Co film osiągnął
Realizm w „Długim Marszu” robi przygnębiające wrażenie. Na pierwszy rzut oka stworzenie trzymającego w napięciu filmu opartego wyłącznie na marszu wydaje się niemożliwe. Jednak operator Joe Willems, znany z takich filmów jak „Igrzyska śmierci”, „Czerwony wróbel” i „Amerykańscy bogowie”, znakomicie uchwycił atmosferę filmu. Przez prawie dwie godziny widz ma okazję podziwiać zakurzone drogi, martwe zwierzęta leżące na poboczach, szare niebo zasnute chmurami, zniszczone budynki, rozbite samochody i sporadycznych przechodniów z pustymi spojrzeniami. Film przesiąknięty jest poczuciem rozkładu i pustki – w istocie jest to Ameryka w stanie upadku.
Na tym tle wyróżniają się kreacje młodych aktorów. Więź, która rodzi się między McVriesem i Garratym, jest o wiele głębsza niż w oryginale literackim. Chemia między Hoffmanem i Johnsonem jest tak naturalna i harmonijna, że wydaje się, jakby znali się od dzieciństwa, a nie tylko od kilku dni. Garraty zaczyna z naiwną nadzieją, że system będzie sprawiedliwy, ale ostatecznie uświadamia sobie, że połączenie sił to jedyny sposób na przetrwanie. McVries wspiera swojego przyjaciela, nawet gdy sam zmaga się z trudnościami. Ich przyjaźń staje się jedynym szczerym światłem w tym bezdusznym świecie, a artyści przekazują ją z zadziwiającą szczerością.

Należy również zwrócić uwagę na dorobek reżysera. Lawrence'owi udało się stworzyć film, który wyróżnia się na tle „Igrzysk Śmierci”, mimo że przez długi czas uważano go jedynie za twórcę tej serii. Wielu uważało go za „twórcę jednego udanego projektu”. Podobna sytuacja miała miejsce z Danielem Radcliffe'em po jego roli w „Harrym Potterze”. Niemniej jednak Lawrence ma talent do wydobywania napięcia nawet z pozornie nieistotnych szczegółów.
Z biegiem czasu zaczynasz uważnie obserwować każdy ruch bohaterów, każde uderzenie, kamyk czy przewód napowietrzny, obawiając się, że w każdej chwili mogą stracić równowagę i otrzymać ostrzeżenie. Kamera mistrzowsko uchwyciła zmiany na twarzach młodych ludzi: początkowo się uśmiechają, potem ich miny stają się poważniejsze, a pod koniec ich spojrzenia stają się puste, jakby przed nimi rozciągała się tylko otchłań, a myśli o zwycięstwie tracą znaczenie.
Problemy ekranizacji dzieł literackich
Jedną z głównych wad filmu „Długi marsz” jest jego przewidywalność. Nawet bez wcześniejszego zapoznania się z dziełem łatwo domyślić się zakończenia fabuły. Film miał premierę w tle takich projektów jak „Gra w kalmary”, „Battle Royale” i „Igrzyska śmierci”, a także wielu innych filmów dystopijnych, z których wiele zyskało status kultowych. W większości z nich głównymi bohaterami są młodzi ludzie zmuszeni do walki między sobą lub z opresyjnym rządem. „Długi marsz” nie łamie utartych konwencji gatunku ani nie oferuje niczego fundamentalnie nowego. Już od pierwszych minut główna metafora filmu jest oczywista, a sprzeciw Kinga wobec mobilizacji jest łatwo uchwytny. Jednak blisko dwugodzinny czas trwania filmu sprawia wrażenie, że wiele scen się dłuży. Ujęcia nastolatków idących drogą wydają się momentami zbyt podobne i monotonne. Tematy ich rozmów i konfliktów nieustannie się powtarzają: dyskusje o wygranej, pytania o wygląd, myśli o rodzinie, zmartwienia o brak jedzenia i wody, trudności ze znalezieniem toalety, a potem znów wracają myśli o wygranej...

W przeciwieństwie do Kinga, który śmiało krytykuje kompleks militarno-przemysłowy i zwolenników broni, Lawrence jest bardziej ostrożny. Reżyser zdaje się obawiać ewentualnych oskarżeń politycznych i prawdopodobnie zdaje sobie sprawę z obecnej polaryzacji w amerykańskim społeczeństwie. Jego film porusza te kwestie jedynie pośrednio, a złośliwy sarkazm, którym tak chętnie posługuje się pisarz, jest w tym filmie nieobecny.
Pomimo wszystkich niedociągnięć, filmowa adaptacja „Długiego marszu” to bardzo udana adaptacja złożonego dzieła literackiego. Lawrence stworzył film, który wywołuje dyskomfort i skłania do refleksji, pozostawiając głęboki ślad w pamięci. Po obejrzeniu ma się ochotę zadać sobie wiele nieprzyjemnych pytań, które mogą wywołać zażenowanie. Być może dlatego minęło pół wieku, zanim powieść ujrzała światło dzienne na ekranie: nasze społeczeństwo w końcu stało się gotowe, by zrozumieć tematy, które 19-letni Stephen King poruszył ponad pięćdziesiąt lat temu.
