Kod

Jak zostałem programistą i przeprowadziłem się z Rosji do Kanady

Jak zostałem programistą i przeprowadziłem się z Rosji do Kanady

Bezpłatny kurs: „Szybki start w Pythonie”

Dowiedz się więcej

Mieszka w Kanadzie i programuje od 1995 roku. Zaczynał karierę od Pascala, następnie opanował C++, assembler, Delphi, C#, PHP, Objective-C, Swift, a także trochę pracował z Perlem i Pythonem. Początkowo specjalizował się w tworzeniu aplikacji desktopowych, a później zajął się programowaniem webowym. Spośród wszystkich języków programowania najbardziej ceni sobie C# i Swift, co odzwierciedla jego preferencje w wyborze technologii do tworzenia nowoczesnych i wydajnych aplikacji.

Przez kilka lat aktywnie pisałem artykuły do ​​magazynu Hacker, używając pseudonimów Horrific i Smirnov, a także publikowałem pod własnym nazwiskiem. Moje doświadczenie obejmuje współpracę z takimi wydawnictwami jak Chip Russia i Igromania, gdzie dzieliłem się wiedzą i analizą technologii oraz branży gier.

Jest autorem kilku książek o programowaniu i bezpieczeństwie, w tym książki zatytułowanej „Oczami hakera”. Prowadzi popularny kanał YouTube „Programysli”, gdzie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem w dziedzinie technologii informatycznych.

Linki odgrywają kluczową rolę w internecie, zapewniając przejścia między stronami i zasobami. Nie tylko pomagają użytkownikom znaleźć potrzebne informacje, ale także przyczyniają się do poprawy widoczności witryny w wyszukiwarkach. Ważne jest, aby poprawnie używać linków wewnętrznych i zewnętrznych, aby zwiększyć poziom zaufania do treści. Linki wewnętrzne pomagają rozłożyć ciężar strony i usprawnić nawigację, podczas gdy linki zewnętrzne prowadzą do autorytatywnych źródeł, co ma pozytywny wpływ na SEO. Optymalizacja linków obejmuje użycie słów kluczowych w tekście kotwicy i stworzenie przyjaznej dla użytkownika struktury, co z kolei zwiększa szanse na przyciągnięcie grupy docelowej. Prawidłowe użycie linków może znacząco poprawić pozycję witryny w wynikach wyszukiwania.

Ukończyłem ekonomię. Kiedy w 1993 roku rozpocząłem studia, komputery były dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem; nie miałem pojęcia, czym są. Moje pierwsze spotkanie z komputerem osobistym miało miejsce podczas studiów i od tego czasu ta dziedzina stała się moją główną pasją.

Jak zostałem programistą i przeprowadziłem się do Kanady

Moja droga do zostania programistą rozpoczęła się od zainteresowania technologią i informatyką. Od najmłodszych lat fascynowało mnie programowanie, ucząc się różnych języków programowania i tworząc pierwsze projekty. Ta pasja stała się fundamentem mojej przyszłej kariery.

Po ukończeniu studiów postanowiłem pogłębić swoją wiedzę i umiejętności, zapisując się na Wydział Informatyki. Na studiach opanowałem nowoczesne języki programowania i zasady tworzenia oprogramowania, co znacząco zwiększyło moją konkurencyjność na rynku pracy.

Po otrzymaniu dyplomu zacząłem szukać pracy w branży IT. Szybko znalazłem swoją pierwszą posadę programisty w lokalnej firmie, gdzie pracowałem nad ciekawymi projektami i rozwijałem swoje umiejętności zawodowe. Jednak po pewnym czasie zacząłem myśleć o nowych możliwościach i perspektywach.

Kanada przyciągnęła mnie rozwiniętym przemysłem IT i wysoką jakością życia. Zacząłem zgłębiać proces imigracyjny i odkryłem, że istnieją różne programy ułatwiające relokację wykwalifikowanym specjalistom. Po starannym przygotowaniu i zebraniu dokumentów złożyłem wniosek o wizę.

Proces imigracyjny nie był łatwy, ale wytrwale dążyłem do celu. Wkrótce udało mi się uzyskać wizę i przeprowadzić się do Kanady. Znalazłem tam pracę w międzynarodowej firmie, gdzie mogłem wykorzystać swoje umiejętności i kontynuować rozwój kariery. Przeprowadzka do Kanady otworzyła przede mną nowe horyzonty i możliwości. Mogłem nie tylko rozwinąć się jako programista, ale także doświadczyć nowej kultury i ludzi. To był ważny krok w moim życiu, który doprowadził mnie do nowych osiągnięć i udanej kariery w IT.

  • Jak trafiłem do zawodu
  • Nie pracowałem dla pieniędzy
  • Zostałem autorem „Hackera”
  • Napisałem książkę dla programistów
  • Dlaczego przeprowadziłem się do Kanady
  • Moja pierwsza praca w Kanadzie
  • Jak zacząłem pracować bez pośredników
  • Jak przyzwyczaić się do kanadyjskiej kultury
  • Czy w Kanadzie jest wielu rosyjskich emigrantów?
  • Zalety życia w Kanadzie

Programowanie było dla mnie magią

Moi znajomi ze studiów byli programistami. Kiedy wszyscy w firmie pasjonują się czymś, mimowolnie zaczynasz interesować się tym kierunkiem. Miałem szczęście, że moi znajomi nie mieli złych nawyków, takich jak uzależnienie od narkotyków. Stworzyło to wokół mnie pozytywną atmosferę i przyczyniło się do rozwoju mojego zainteresowania programowaniem.

Wszystkie nasze rozmowy koncentrowały się na programowaniu. Jeden z moich najbardziej entuzjastycznych przyjaciół dostał pracę jako programista-administrator systemów w dziale księgowości Rostselmash dzięki swojemu ojcu. Zacząłem tam spędzać cały wolny czas. Wydawało się to prawdziwą magią: obserwowałem, jak używa Pascala do rozwiązywania problemów księgowych, starałem się pomagać i ostatecznie sam zostałem programistą.

Dwa lata później zacząłem pracować w dziale ekonomicznym, który odpowiadał za rozliczanie środków wydawanych na zakup części zamiennych od podwykonawców. Do moich obowiązków należało tworzenie spółdzielni – kompletnych list części potrzebnych do zakupu wszelkiego rodzaju produktów. Wymagało to dbałości o szczegóły i dogłębnego zrozumienia procesów produkcyjnych, aby zapewnić płynne działanie i wysoką jakość produktów.

Obliczenia podobne do tych, które są wymagane do zarządzania procesami produkcyjnymi w zakładzie, pozostają skomplikowane, nawet w przypadku korzystania z Excela. Nasza fabryka zatrudniała 40 000 osób i wyprodukowała 15 modeli dużych kombajnów zbożowych. Każdy kombajn zawierał dziesiątki, jeśli nie setki, różnych rodzajów śrub i wkrętów, co komplikowało proces księgowości i zarządzania zapasami. Efektywna organizacja danych i automatyzacja procesów stały się niezbędne do zwiększenia wydajności i redukcji błędów obliczeniowych.

Najpierw zacząłem eksperymentować ze współpracą w SuperCalc, poprzedniku Excela, który działał na przestarzałym komputerze ES. Maszyna ta była radzieckim odpowiednikiem komputera IBM i wykorzystywała procesor Pentium 206. Wydaje mi się, że nazywano je również komputerami „bułgarskimi”, ponieważ były produkowane w Bułgarii zgodnie z normami Związku Radzieckiego.

Kiedy zdałem sobie sprawę, że nie radzę sobie z obecnymi zadaniami, zacząłem szukać alternatywnych rozwiązań. W tym czasie miałem już podstawową wiedzę z zakresu programowania, a moim pierwszym poważnym projektem był system księgowy dla działu ekonomicznego zakładu Rostselmash. W tamtym czasie była to znacząca baza danych, którą należało skutecznie zorganizować i nią zarządzać.

Zostałem zauważony w dziale kadr w czasie, gdy w funduszu emerytalnym i Funduszu Obowiązkowego Ubezpieczenia Zdrowotnego aktywnie wprowadzano spersonalizowane karty księgowe. Było to podobne do dzisiejszego SNILS. Dział HR potrzebował bazy danych wszystkich pracowników fabryki. W ten sposób zostałem prawdziwym programistą, chociaż do 1995 roku pracowałem jako ekonomista. Samodzielnie zajmowałem się programowaniem i automatyzacją procesów, co doprowadziło mnie do nowej roli zawodowej.

Ku mojemu zaskoczeniu, od razu dostałem swoją pierwszą kategorię – w efekcie zostałem starszym pracownikiem, omijając szczeble zarządzania niższego i średniego szczebla. Stało się to bez odpowiedniego wykształcenia ani formalnego doświadczenia zawodowego. Od tego czasu moja kariera zawodowa związana jest wyłącznie z programowaniem.

Programiści otrzymywali niskie wynagrodzenie, ale ja nie pracowałem dla pieniędzy

W trudnych czasach trudno było oczekiwać wysokich zarobków, zwłaszcza gdy wypłaty w Rostselmash były opóźnione o sześć miesięcy. Dodatkowe trudności wynikały z faktu, że zakład nie pracował z pełną wydajnością, co doprowadziło do przeniesienia pracowników etatowych na pracę w niepełnym wymiarze godzin. W rezultacie, przy oficjalnej pensji programisty pierwszej kategorii, która wynosiła około 10 000 rubli (co było całkiem niezłą pensją jak na tamte czasy), w rzeczywistości otrzymywano zaledwie 5-6 tysięcy rubli.

Zarabiałem mniej niż zwykli monterzy w fabryce. W tamtych czasach mało kto rozumiał, czym jest programowanie, jakie są jego zalety i jak oceniać pracę specjalistów w tej dziedzinie. Zapotrzebowanie na specjalistów IT było wyjątkowo niskie. Właściwie pracowałem za najniższą krajową; dziś można by to nazwać „bezpłatnym stażem w celu zdobycia doświadczenia zawodowego”.

Jako młody student byłem naprawdę podekscytowany pracą w fabryce. Powierzono mi tu ważne i złożone zadanie, na którego wykonanie nie szczędzono żadnych środków. Dostarczono mi najnowsze komputery Pentium i nowoczesne serwery, które po raz pierwszy zobaczyłem w tym miejscu. Projektowałem i instalowałem sieci, ponosząc pełną odpowiedzialność za ich funkcjonowanie. Stworzyło to wiele ciekawych wyzwań i możliwości rozwoju zawodowego.

Jak zostałem autorem „Hackera”

Niedaleko wejścia do fabryki znajdował się kiosk Rospechat, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem magazyn „Hacker”. Zaskoczony atrakcyjnym tytułem, od razu kupiłem numer. Magazyn zawierał głównie artykuły o grach, a także zaledwie trzy materiały poświęcone hakowaniu.

Źródło: osobiste archiwum Michaiła Flenowa.

Redaktor naczelny Siergiej Pokrowski, znany jako SINtez, opublikował felieton, w którym zapraszał wszystkich czytelników do współpracy: „Zainteresowani autorami, proszę o prywatną wiadomość”. Po powrocie do domu natychmiast napisałem e-mail i wysłałem go modemem. Następnego dnia otrzymałem odpowiedź z prośbą o opowiedzenie o sobie. Opisałem swój zawód i hobby, po czym zostałem dodany do listy autorów.

Oczywiście pomogę w redagowaniu tekstu. Proszę o dostarczenie oryginalnego tekstu, który wymaga korekty.

Pierwszy artykuł ukazał się zaledwie sześć miesięcy później, ponieważ nie miałem żadnego doświadczenia w dziennikarstwie, a moje materiały nie zostały zaakceptowane. Wkrótce redakcja potrzebowała specjalisty, który potrafiłby hakować gry, aby uczynić ich treść bardziej interesującą i podatną na hakowanie. To odkrycie było punktem zwrotnym w mojej karierze i otworzyło nowe możliwości w dziennikarstwie gier.

Nie pamiętam, o której grze pisałem pierwszy raz. Chodziło o hakowanie jednostek: opisałem, które pliki należy edytować i które parametry należy zmienić, aby koszt jednostki był ujemny. W rezultacie, budując nowe jednostki, nie tylko nie zmniejsza się ilość złota, ale wręcz rośnie. Wysłałem ten materiał do redaktora i wkrótce otrzymałem odpowiedź: „Świetnie pan znajduje luki w zabezpieczeniach, ale tekst jest słabo napisany. Pozwoli pan, że do pana zadzwonię?”. Niedługo potem zadzwonił i spędził pół godziny, wyjaśniając podstawy dziennikarstwa z Moskwy.

Umówiliśmy się, że on będzie dostarczał gry i identyfikował interesujące grupy docelowe, a moim zadaniem będzie wyszukiwanie luk i luk w zabezpieczeniach. Przeanalizuję, co można poprawić, jakie zmiany należy wprowadzić, jak zdobyć bonusy i jak awansować grę, a także zbadam możliwość jej zhakowania.

Pracowaliśmy razem przez kilka miesięcy, po czym redaktor odszedł do Igromanii, a ja postanowiłem pójść w jego ślady. Jednak moje artykuły nie znalazły oddźwięku wśród czytelników: uznano je za zbyt prowokacyjne. W Hackerze dozwolone było używanie takich sformułowań jak: „Aby zmienić cenę jednostki, musisz zacząć poziom od nowa i nie gwałcisz koni w trakcie”. W Igromanii od razu zwrócono mi uwagę na niedopuszczalność takiego stylu: „Misza, my tego nie robimy”. Odpowiedziałem: „Ale ja nie jestem zainteresowany pisaniem w żaden inny sposób. Tworzę treści dla przyjemności”.

Zarobki autorów w Hackerze i Igromanii były minimalne, mimo że wielu nadal uważa, że ​​na tym zarabiałem. W rezultacie musiałem tymczasowo przerwać pisanie. Jestem jednak wdzięczny ówczesnym redaktorom za wsparcie i możliwość rozpoczęcia kariery dziennikarskiej.

Jak napisałem książkę dla programistów i co z tego wynikło

Pomimo początkowej niechęci do pisania książek, pragnienie pisania pozostało we mnie. W rezultacie stworzyłem stronę internetową, którą można nazwać portalem społecznościowym dla programistów, gdzie dzieliłem się swoją wiedzą na temat programowania. Stopniowo wpadłem na pomysł połączenia całego tego materiału w jedną spójną historię i szybko przygotowałem plik PDF. W ten sposób moja pierwsza książka, „Biblia Delficka”, została opublikowana na łamach magazynu „Hacker”.

Chociaż nie osiągnąłem perfekcji, mój styl prezentacji okazał się atrakcyjny dla czytelników. To zainspirowało mnie do pisania książek, ponieważ uwielbiam dzielić się wiedzą. Obecnie zajmuję się głównie przedrukami moich prac, ponieważ nowe książki nie ukazywały się od około dziesięciu lat. Większość moich publikacji opiera się na artykułach opublikowanych w magazynie „Hacker”. Jedynym wyjątkiem jest „Biblia C#” oraz książki o grach napisane od podstaw.

Biblię Flyenowa możesz kupić tutaj. Zrzut ekranu: Skillbox Media

Nie mam ściśle określonej metody pisania książki. Zaczynam od stworzenia podstawowego konspektu, który nie ma jasnej struktury. Następnie zagłębiam się w proces pisania i to właśnie w tym procesie pojawia się inspiracja.

Moja pierwsza strona internetowa stopniowo podupadała. Popełniłem błąd, zapraszając około dziesięciu osób, które często widywałem w komentarzach, i dając im możliwość pisania, co tylko zechcą. Doprowadziło to do konfliktów i kłótni. W tamtym czasie miałem zbyt liberalne poglądy i to nie zadziałało. Ostatecznie postanowiłem zrezygnować z zarządzania projektem i przekazać go innej osobie, która miała odwagę zwolnić szczególnie aktywnych uczestników.

Strona działała pomyślnie przez jakiś czas, ale ostatecznie trafiła do archiwum. Nie żałuję tego, ponieważ był to po prostu etap w moim życiu, który zakończył się jak każda inna praca – pracowałem, a potem odszedłem. Teraz mam własnego bloga, nad którym mam pełną kontrolę. Daje mi to możliwość wyrażania moich myśli i dzielenia się doświadczeniami bez ograniczeń.

Mój blog przyciągał kiedyś około 100 odwiedzających dziennie i otrzymywałem 10-20 e-maili. Obecnie liczba e-maili zmalała. Być może wynika to z faktu, że otrzymywałem opinie od czytelników za pośrednictwem postów w „Hackerze”, który miał większą publiczność. Zainteresowanie blogiem zmalało i nie promuję go, ponieważ nie jest to moim celem. Ten blog to dla mnie tylko hobby: dzielę się swoimi myślami i pomysłami i ważne jest dla mnie, aby zainteresowani mogli go przeczytać. Nie zamierzam zarabiać na blogu. Promocja może być konieczna, jeśli zdecyduję się na przykład zacząć sprzedawać kursy, ale na razie nie mam takich planów.

Blog nie daje mi znaczącej pozycji w sferze zawodowej. Nawet w Rosji pisanie artykułów i książek nie przyniosło mi żadnych namacalnych korzyści poza żartami i tematami do dyskusji. Przyjmuję to ze spokojem.

Dlaczego przeprowadziłem się do Kanady

Po pracy w Rostselmash dostałem pracę w firmie Atlantis-Pak, wiodącym producencie osłonek sztucznych do kiełbas i salami w Rosji, odpowiadającym za 90% rynku. Pracowałem tam od 2000 do 2004 roku. W tamtym czasie zarobki były niskie; preferowani byli elektronicy zajmujący się budową linii produkcyjnych, a wśród specjalistów IT poszukiwani byli głównie specjaliści 1C. Mimo to udało mi się wdrożyć kilka ciekawych projektów związanych z automatyzacją procesów produkcyjnych i konfiguracją urządzeń kontrolno-pomiarowych. Opracowałem na przykład system, który automatycznie odrzucał partie, jeśli grubość osłonki przekraczała ustalone normy. To znacznie poprawiło jakość produktu i zmniejszyło odsetek wad w produkcji.

Odejście okazało się błędną decyzją. Postanowiłem postawić na moskiewską firmę MV, która zajmowała się sprzętem biurowym i otworzyła oddział w Rostowie, aby zoptymalizować koszty rozwoju. Oferowali programistom stosunkowo wysokie wynagrodzenie – 400 dolarów, co było znaczącą ofertą dla Rostowa. Ja jednak miałem wyższą pensję w Atlantis-Pak. Mimo to przyciągnęła mnie perspektywa awansu. Ostatecznie przepracowałem tam tylko dwa tygodnie, ponieważ nie byłem zadowolony z nadmiernej kontroli sprawowanej przez kierownictwo.

Firma miała niezwykle rygorystyczny system rejestracji czasu pracy, który wymagał ode mnie zostawiania notatek nawet podczas korzystania z toalety czy lunchu. Kiedy dowiedziałem się, że w biurze programistów stale obecny jest pracownik monitorujący naszą pracę, postanowiłem odejść. Ze wszystkich firm, w których pracowałem, ta była jedyną, która pozostawiła po sobie negatywny ślad. Słyszałem, że w centrali również obowiązywał podobnie rygorystyczny system. Być może dlatego firma została zamknięta.

Pracowałem jako administrator, automatyzując księgowość i kasy fiskalne. Musiałem zmieniać pracę co pół roku, ponieważ nie oferowały interesujących i stabilnych stanowisk. W końcu założyłem własną firmę, sprzedając oprogramowanie za granicą. Jednak aby z powodzeniem rozwijać firmę, musiałem rzucić pracę i skupić się wyłącznie na niej. Nie było to łatwe, ponieważ miałem rodzinę, a firma pozostawała niestabilna. W tej sytuacji zdałem sobie sprawę, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Postanowiłem przeprowadzić się w nowe miejsce, aby mieć możliwość rozwoju i rozwoju.

Do 2008 roku pensje programistów stale rosły, a prestiż zawodu wzrastał. Zacząłem rozważać możliwość relokacji, ale Moskwa nie była kusząca ze względu na korki. Petersburg wydawał się bardziej atrakcyjny. Jednak w 2008 roku Inter-Step, firma, w której pracowałem, zaczęła borykać się z poważnymi problemami. Głównym klientem firmy był Euroset, który został sprzedany przez Chichvarkin, co doprowadziło do niepewności i niestabilności w firmie.

Zacząłem szukać nowych możliwości rozwoju zawodowego. W Rostowie nad Donem rynek pracy wciąż koncentrował się na 1C, a ambitne cele były niespotykane. W tym momencie mieliśmy już gotowe dokumenty do wyjazdu z kraju, a ja rozpocząłem proces emigracyjny, który trwał dziewięć miesięcy. Po raz pierwszy i jedyny w życiu mój profil publiczny i blog okazały się pomocne: czytelnik Hackera polecił mnie jako kandydata do pracy. W rezultacie w 2009 roku przeprowadziłem się z rodziną do Kanady. To doświadczenie potwierdziło wagę budowania marki osobistej i networkingu w świecie zawodowym.

Stop - Kanada Zdjęcie: archiwum osobiste Michaiła Fjonowa

Rozpocznij w Kanadzie

Pierwszy pracodawca, Sony, został moim nowym partnerem w Kanadzie. Był to ważny kamień milowy w mojej karierze. W ramach tej roli byłem odpowiedzialny za zarządzanie rewards.sony.com, sklepem internetowym oferującym pełną gamę produktów Sony. Obejmowała ona elektronikę, gry PlayStation, albumy muzyczne, filmy i wiele innych. Ta rola pozwoliła mi zdobyć cenne doświadczenie w e-handlu i pogłębić wiedzę o marce Sony.

Program lojalnościowy działał w następujący sposób: użytkownicy otrzymywali firmową kartę bankową, używali jej do zakupów na stronie internetowej i zdobywali bonusy. Można było śledzić zgromadzone bonusy w czasie rzeczywistym i wykorzystywać je do zakupu produktów. Ten system stworzył wygodną interakcję, umożliwiając użytkownikom łatwe zarządzanie swoimi korzyściami i otrzymywanie dodatkowych korzyści z zakupów.

W pewnym momencie byłem jedynym programistą w tym projekcie. Można to porównać do pozostawienia jednego specjalisty na stronie internetowej dużego sprzedawcy detalicznego, takiego jak M.Video czy Eldorado. Jestem pewien, że ruch na tych stronach jest porównywalny z ruchem na stronie Sony. To doświadczenie okazało się niezwykle cenne.

W ciągu pierwszych 5-6 lat mojej kariery nastąpił znaczący rozwój. Opanowałem nowe podejście do programowania, co otworzyło przede mną wiele możliwości. W Rostselmash kierownik ustnie przydzielał zadania, na przykład żądając stworzenia spersonalizowanej księgowości. Nie było jasnych wymagań i musiałem samodzielnie ustalać rozwiązania. Nie było menedżerów ani testerów, co pozwoliło mi na swobodną pracę. W Petersburgu również rozwijałem się w podobnej atmosferze, co przyczyniło się do mojego rozwoju zawodowego.

Po przyjeździe do Kanady zetknąłem się z zawodem testera. Najpierw zetknąłem się z systemem zgłoszeń, który jasno określa zadania do wykonania, a kierownicy projektów kontrolują czas poświęcony na ich realizację. Nauczyłem się, jak ważne jest tworzenie szacunków, aby klient rozumiał, co i kiedy zostanie wykonane. To doświadczenie było dla mnie prawdziwą edukacją od podstaw, ponieważ było tam mnóstwo informacji. Stanąłem przed wyzwaniem nauczenia się tego wszystkiego w nowym kraju i zupełnie innym środowisku zawodowym.

Od czasu do czasu musiałem zostawać na noc w biurze z powodu ogromnej ilości pracy. Mimo to z powodzeniem wykonywałem zadania i cieszyłem się skalą projektu. Moja pasja do programowania jest tak wielka, że ​​nawet gdyby moje wynagrodzenie miało znacząco spaść, nie planuję porzucać IT.

Moje dochody stale rosły z roku na rok, co dawało mi dodatkową motywację. W 2009 roku zaczynałem z pensją 60 000 dolarów rocznie, co w Kanadzie nie jest znaczącą kwotą. Z roku na rok moja pensja rosła o około 10 000 dolarów. Tak duże podwyżki są rzadkie, ale ciężko pracowałem, a firma była gotowa znacznie podnieść moje wynagrodzenie. Sony ceniło moją pracę i starało się mnie wspierać.

Z sukcesem zakończyliśmy duże projekty, w tym pracę nad dwiema stronami internetowymi: Sony Rewards i Wheel of Fortune. Program telewizyjny Koło Fortuny, znany w Rosji jako „Pole Cudów”, został zaadaptowany na rynek rosyjski przez Channel One. W trakcie tego procesu nasz zespół składał się zaledwie z sześciu osób, co podkreśla naszą wydajność i zdolność do realizacji złożonych zadań w krótkich terminach. Małe zespoły powstały w odpowiedzi na wysokie stawki za usługi. Nie potrafię podać dokładnej kwoty, jaką Sony na mnie wydało, ponieważ współpracowałem z firmą konsultingową, taką jak EPAM, która wystawiała rachunki Sony za moje usługi. Moja stawka godzinowa wynosiła prawdopodobnie co najmniej 200 dolarów, co podkreśla znaczenie wysoko wykwalifikowanych specjalistów na rynku. Klient stwierdził: „Jesteśmy gotowi zapłacić za projekt, ale musi on zostać ukończony w ciągu sześciu miesięcy i nie będzie nad nim pracować więcej niż trzech programistów. W takim przypadku cena będzie akceptowalna”. Moi pracodawcy zgodzili się na te warunki i postawili nas przed faktem dokonanym. W takiej sytuacji nie ma wyboru. Kiedy oferuje się przyzwoite wynagrodzenie, trzeba ciężko pracować i szukać różnych rozwiązań.

Jak zacząłem pracować bez pośredników

Po odejściu z firmy konsultingowej podpisałem bezpośrednią umowę z przedstawicielami Sony. Przez kolejne trzy lata pracowałem jako architekt, dzieląc się swoim doświadczeniem i wiedzą. Uczyłem, jak budować strony internetowe o dużym obciążeniu i rozwijać systemy rozproszone, a także wspierałem inne zespoły w Sony. Mój wkład pomógł poprawić jakość pracy i efektywność projektów firmy.

IBM jest teraz konsultantem Sony, zastępując poprzednią firmę. Stawiają sobie podobne zadania: stworzenie strony internetowej w ciągu sześciu miesięcy. W razie potrzeby IBM oferuje pomoc specjalisty o imieniu Misha, którego stawka wynosi 100 dolarów za godzinę bez pośredników. Możesz korzystać z jego usług według własnego uznania.

Na początku aktywnie pełniłem funkcje architekta projektu. Jednak około dwa miesiące przed zakończeniem projektu stało się jasne, że zespół nie dotrzymuje terminu. Zwiększenie zasobów nie było brane pod uwagę ze względu na wysokie koszty. Opłaty za usługi IBM obejmowały pensje programistów i marżę firmy konsultingowej, co sprawiło, że moje pełne zaangażowanie było bardziej opłacalne.

Początkowo poświęcałem 2-3 godziny dziennie na konsultacje telefoniczne, ale wkrótce aktywnie zaangażowałem się w kodowanie. Pozwoliło mi to obniżyć koszty firmy, jednocześnie zwiększając ilość pracy. Ostatecznie prawie cały projekt ukończyłem samodzielnie.

Pomimo dużego obciążenia pracą, praca nad projektami sprawiała mi przyjemność dzięki ich interesującej zawartości. Jeden z najnowszych projektów był związany z konsolą PlayStation. Użytkownicy mogą zdobywać trofea – złote, srebrne i brązowe – na trzy główne sposoby: kupując gry, wygrywając w trakcie ich realizacji lub subskrybując filmy i muzykę Sony. Trofea te są przeliczane na punkty na platformie Sony Rewards, gdzie na przykład za 1000 trofeów przyznawane jest 100 punktów. Punkty z kolei można wymienić na dolary. Moim zadaniem było zorganizowanie procesu, w którym użytkownicy wydają pieniądze na produkty Sony. Opracowałem konfigurowalną aplikację, która umożliwiała firmie Sony prowadzenie różnych promocji i stymulowanie zainteresowania swoimi produktami.

Opracowanie tego systemu zajęło około 200 godzin — nieco ponad miesiąc. Zrzut ekranu: Skillbox Media

PlayStation zwiększyło sprzedaż gier dzięki programom lojalnościowym. Użytkownicy, którzy wykupili wszystkie trzy subskrypcje jednocześnie, otrzymali 1000 punktów, co odpowiadało 10 USD zniżki. Punkty te można było wykorzystać na platformie Sony Rewards, aby uzyskać dodatkowe korzyści i promocje.

PlayStation przyciąga ogromną liczbę użytkowników, co generuje znaczący ruch. Miliony graczy codziennie wchodzą w interakcje z grami, a przetwarzanie wszystkich tych danych wymaga wydajnej infrastruktury. Konieczność sprawnego wyszukiwania informacji i zbierania trofeów sprawiła, że ​​projekt był niezwykle interesujący i wymagający. Byłem tak zafascynowany tym pomysłem, że udało mi się go wdrożyć w zaledwie dwa miesiące.

Miałem dzienną pracę, ale poświęcałem projektowi Sony każdą wolną chwilę – w autobusie do biura, podczas przerw na lunch, w domu, a nawet w toalecie. Po dwóch miesiącach udało nam się pomyślnie uruchomić projekt bez ani jednego błędu. Nie było żadnych zgłoszeń błędów, a system działał bez zarzutu, nawet przy dużym obciążeniu.

Po ukończeniu kilku projektów moja umowa z Sony dobiegła końca. Firma korzystała z usług różnych firm konsultingowych, co skutkowało nieefektywnymi kosztami rozwoju. Najwyraźniej doszli do wniosku, że rozwiązania niestandardowe są droższe niż gotowe platformy i zdecydowali się przejść na system uniwersalny. Ta decyzja odzwierciedla obecny trend optymalizacji kosztów i usprawniania procesów rozwoju.

Postanowiłem nadal pracować na pełen etat u mojego głównego pracodawcy i nie podpisywać już umów. Dodatkowy dochód był z pewnością miły, a praca na podstawie umowy o pracę czasami stanowiła dwukrotność mojej regularnej pensji. Cieszyłem się, widząc tak znaczną sumę na koncie. Jednak z czasem zdałem sobie sprawę, że tego rodzaju praca jest zbyt wymagająca i nie odpowiada moim długoterminowym celom.

Praca w firmie daje mi satysfakcję. Wykonuję swoje obowiązki na czas i dostarczam wysokiej jakości rezultaty. W wolnym czasie pracuję nad projektami osobistymi. W szczególności prowadzę kanał na YouTube i lubię grać, co stało się dla mnie ciekawym hobby. Opublikowałem również kilka darmowych aplikacji w App Store, co pozwala mi rozwijać umiejętności programistyczne i dzielić się pomysłami z szerszą publicznością.

Jak przyzwyczaiłem się do kanadyjskiej kultury

Na początku przyzwyczajenie się do uśmiechu i uświadomienie sobie, że ta życzliwość bywa powierzchowna, zajęło mi trochę czasu. Uśmiech może czasem skrywać prawdziwe intencje i łatwo zawieść. Ważne jest, aby umieć odróżnić szczerość od fałszu w komunikacji, aby nie paść ofiarą manipulacji.

W mojej praktyce zawodowej wielokrotnie spotykałem się z sytuacjami, w których testerzy, zachowując się przyjaźnie, przychodzili do mnie, deklarując, że wszystko jest w porządku. Jednak zaraz potem zaczynali narzekać na mnie do kierownictwa. Takie podejście często prowadzi do konfliktów z kierownikami projektów. Wolę rozmawiać o wszelkich skargach otwarcie, ponieważ uważam, że szczery dialog jest kluczem do skutecznego rozwiązywania wszelkich nieporozumień w zespole.

Dwukrotnie rozwiązałem umowy z Sony z powodu niezadowalającej pracy ich menedżera ds. wydarzeń. Zespół programistów nie był w stanie obsłużyć tak dużej ilości pracy, że musiałem sam przejąć część zadań. Poproszono mnie o dostarczenie dokumentacji spełniającej ich wymagania i utworzenie pull requestów. Kiedy odmówiłem, złożyli skargę do kierownictwa Sony.

Oczywiście chętnie pomogę w edycji tekstu. Proszę o podanie dokładnej wersji tekstu, którą chcesz poprawić.

Musiałem wyjaśnić przedstawicielom klienta, że ​​nie znam się na pull requestach i wolę pracować samodzielnie. Było to dla mnie stresujące, ponieważ i tak pracowałem po 16 godzin dziennie. Firma jednak dostosowała się do moich potrzeb i zaoferowała, że ​​w razie potrzeby zespół programistów będzie mógł samodzielnie tworzyć pull requesty. To potwierdza, jak bardzo cenili mnie w Sony.

Filiżanka kawy na świeżym powietrzu. Zdjęcie: archiwum osobiste Michaiła Fjonowa

Kanadyjskie życie znacząco różni się od rosyjskiego. Uderzającym aspektem jest obfitość gotowych i półproduktów dostępnych w sklepach. Niektóre sklepy specjalistyczne oferują produkty wysokiej jakości, ale są one znacznie droższe. Niestety, świeże warzywa, takie jak pomidory w zwykłych supermarketach, często nie mają swojego charakterystycznego aromatu. Wielu Kanadyjczyków prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że świeże pomidory powinny mieć bogaty smak, co podkreśla różnice w preferencjach kulinarnych w różnych krajach. Przed emigracją słyszałem, że w Ameryce w każdym sklepie można znaleźć różnorodne kiełbasy. W rzeczywistości lokalne sieci handlowe oferują tylko dwa rodzaje, podczas gdy sto odmian można znaleźć tylko w rosyjskich sklepach. To dzięki nim nadal istniejemy. Jednak, o ile wiem, import produktów mięsnych jest w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych zabroniony, więc wielu imigrantów produkuje własne kiełbasy. Mamy fabrykę prowadzoną przez mołdawskich imigrantów, którzy korzystają z tradycyjnych receptur. Po przeprowadzce do naszego miasta moja mama miała wkrótce do niego przylecieć. Postanowiłem zapytać moją szefową i jej męża, właściciela firmy, w której pracowaliśmy, o najlepsze miejsca, które mógłbym pokazać gościom. Od razu wspomnieli o wodospadzie Niagara, słynącym z piękna i rozmachu. Wspomnieli również o zamku zbudowanym przez miejscowego mieszkańca, który, zainspirowany europejską architekturą, postanowił wznieść podobną budowlę w centrum miasta. Niestety, mecenas zbankrutował w trakcie budowy, ale sam zamek stał się jednym z najciekawszych punktów orientacyjnych regionu. Rozmawiali o dwóch głównych atrakcjach, a ich wybór padł na centra handlowe Eaton Center i Vaughan Mills. Później wspomnieli o dużym muzeum i wieży widokowej, ale zaznaczyli, że zwiedzanie wieży nie jest warte wydatku, ponieważ wstęp kosztuje 40 dolarów. Ostatecznie na zwiedzanie miasta wystarczyły im trzy dni.

Kanadyjska przyroda przypomina rosyjską. Zdjęcie: osobiste archiwum Michaiła Fjonowa

Alberta jest uważana za jeden z najbardziej malowniczych regionów Kanady. Nawet w lipcu w górzystych rejonach można znaleźć śnieg. Znajduje się tu lodowiec, który nie topnieje przez cały rok, a także szczątki dinozaurów, które wciąż są badane. Warto jednak zauważyć, że specjaliści IT w Albercie mogą mieć trudności ze znalezieniem pracy, ponieważ główne centra IT koncentrują się w Kolumbii Brytyjskiej i Ontario. Montreal również oferuje dobre możliwości, ale wymagana jest znajomość języka francuskiego, co może stanowić barierę dla wielu Rosjan.

Klimat jest bardzo zróżnicowany w poszczególnych prowincjach Kanady. Na przykład klimat Toronto można porównać do Rostowa nad Donem: wysoka wilgotność i gorące lata. Dlatego wszystkie autobusy są wyposażone w klimatyzację, ponieważ bez niej po prostu nie da się podróżować. Zimą wilgoć sprawia, że ​​odczuwa się zimno, zwłaszcza przy silnym wietrze i śniegu. Moja żona niedawno zauważyła, że ​​w naszym regionie spodziewane są 70 centymetry śniegu. Na początku nie wierzyłem, ale w poniedziałek rzeczywiście padał intensywny śnieg – na północy kraju spadło nawet metr śniegu. Takie warunki klimatyczne wymagają specjalnego podejścia do życia i przygotowania do sezonu zimowego.

Czy w Kanadzie jest wielu rosyjskich emigrantów?

Nadal uwielbiam podróżować po kraju. Zdjęcie: archiwum osobiste Michaiła Flenowa

W moim otoczeniu zawsze było wielu rosyjskojęzycznych specjalistów IT, więc nie zauważyłem znaczącego wzrostu liczby nowych osób w tej dziedzinie. Jednak każdy kryzys niesie ze sobą napływ imigrantów. W 2008 roku miała miejsce fala imigracji, w której również brałem udział. W 2014 roku ponownie byliśmy świadkami podobnego zjawiska. Takie zmiany w przepływach migracyjnych podkreślają dynamikę rynku IT i jego atrakcyjność dla specjalistów poszukujących nowych możliwości.

Wiadomości w stylu „Właśnie przyjechałem, pomóż mi znaleźć mieszkanie” coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych. Wskazuje to, że wiele osób decyduje się na emigrację, nie zastanawiając się nad tym, gdzie zamieszkają. Sytuacja mieszkaniowa w Toronto jest niezwykle trudna. Średni czynsz za mieszkanie jednopokojowe sięga 2000 dolarów. Rynek nieruchomości jest przepełniony, ponieważ przez prawie dwa lata, z powodu pandemii, cudzoziemcy nie mogli przyjeżdżać do Kanady. Sytuacja jednak uległa zmianie: napływ migrantów został wznowiony, a do Toronto przybywają ludzie nie tylko z Rosji i Ukrainy, ale także z Indii, Europy i innych krajów. Ważne jest, aby z wyprzedzeniem zaplanować zakwaterowanie, aby uniknąć trudności z adaptacją w nowym miejscu.

Dlaczego Kanada?

Początkowo nie planowałem wyboru Kanady jako miejsca imigracji, ale moja rodzina nalegała na tę decyzję. Moja córka bardzo boi się pająków, co sprawiło, że Australia była nieodpowiednią opcją. Rozważaliśmy inne kraje anglojęzyczne. Anglia, a w szczególności Londyn, przyciągnęła nas rozwiniętym sektorem IT, ale wysokie koszty życia w tym mieście stały się poważną przeszkodą.

Stany Zjednoczone nigdy mnie nie interesowały. Nawet nie rozważam obywatelstwa amerykańskiego, ponieważ wiązałoby się to z koniecznością płacenia podatków rządowi USA, niezależnie od miejsca zamieszkania. Natomiast obywatelstwo kanadyjskie ma swoje zalety. Pozwala mi swobodnie podróżować, na przykład na Bali, mieszkać tam i zarabiać pieniądze, bez konieczności płacenia podatków kanadyjskiemu rządowi. Obywatelstwo kanadyjskie oferuje większą elastyczność i swobodę w wyborze miejsca zamieszkania i pracy, co jest ważne dla wielu osób. Wiele osób radziło mi wyjazd do Niemiec, twierdząc, że tamtejsi informatycy mówią po angielsku, a znajomość niemieckiego nie jest wymagana. Jednak w życiu codziennym znajomość tego języka jest niezbędna, ponieważ życie to coś więcej niż tylko praca. Nie mogłem znaleźć odpowiedniej pracy w Hiszpanii i Włoszech, więc nie żałuję wyboru Kanady. To doświadczenie otworzyło przede mną nowe perspektywy i możliwości, dzięki czemu nasz kraj stał się doskonałą opcją na życie i rozwój zawodowy w branży technologicznej.

Wspaniałe widoki kanadyjskiej przyrody. Zdjęcie: archiwum osobiste Michaiła Flyenowa.

Odszedłem w dobrym momencie, inaczej nie zdecydowałbym się teraz na ten krok. Koszty utrzymania znacznie wzrosły, a pensje pozostały na tym samym poziomie, a nawet nieznacznie spadły. Oczywiście są obszary, w których można zarobić nawet 200 000 dolarów rocznie, ale trzeba się na to bardzo napracować. Na przykład w sektorze bankowym, który ma swoje wady. Poza tym 200 000 dolarów rocznie w Kanadzie to wcale nie jest wysoka kwota.

Podatki w naszym regionie są dość wysokie, a ceny nieruchomości zawrotne. Minimalna cena domu to 800 000 dolarów. Obecnie oprocentowanie kredytów hipotecznych przekracza 5%. Udało mi się jednak kupić dom za 400 000 dolarów i teraz jestem winien tylko 200 000 dolarów, co jest w pełni akceptowalną opcją. Naszej rodzinie udało się pomyślnie zakończyć transakcję na czas.

Przeczytaj także:

  • Gdzie programista może się przeprowadzić bez wizy lub paszportu?
  • Ponadczasowy hit: ludzie uczą się układu w wieku 15, 28, a nawet 70 lat!
  • Jaka jest różnica między programowaniem front-end a back-end?