Spis treści:
- "Moja babcia bała się powiedzieć, że jestem Finką"
- "Życie w Finlandii nie było złe, ale chciałyśmy wrócić do domu"
- "Babcie się modliły – to naprawdę pomagało"
- "Każdy, kogo spotkałam, ze łzami w oczach mówił, że chce dłużej żyć w ojczyźnie albo tam umrzeć"
- "Wróciłyśmy do naszej rodzinnej wioski, ale tam spotkała nas policja. Uważano nas za niegodnych zaufania"
- "Kiedy ciocia Lena wróciła, padła na kolana i ucałowała ziemię"
- "Człowiek nie może żyć bez wiary"
- "Byłem zdumiony miłosierdziem Finów. Po angielsku: Nigdy nie byliśmy tak traktowani w naszym kraju"
- "Nigdy nie powinieneś zapominać języka swojej matki"
- "Jesteśmy eksmitowani, zabierzcie naszą krowę, zanim nas zabiorą do kołchozu"
- "Nigdy się nie skarżyli i wszystko, co ich spotkało, brali za pewnik"
"Moja babcia bała się powiedzieć, że jestem "Fiński"
Elena Figon jest znaną specjalistką w dziedzinie psychologii i rozwoju osobistego. Aktywnie angażuje się w kwestie samodoskonalenia, pomagając ludziom osiągać cele i poprawiać jakość życia. Elena oferuje indywidualne konsultacje i prowadzi seminaria, ucząc metod skutecznego radzenia sobie z emocjami i stresem. Jej podejście opiera się na nowoczesnych metodach i praktykach psychologicznych, umożliwiając klientom znalezienie optymalnych rozwiązań w różnych sytuacjach życiowych. Dzięki swojemu doświadczeniu i wiedzy Elena Figon pomaga ludziom odkrywać nowe horyzonty i osiągać harmonię w życiu.
W 1938 roku mój dziadek, Heino Tiisnek, został oskarżony o kierowanie „grupą kułaków” i wysłany do pracy przy budowie kolei w pobliżu Solikamska. Moja babcia, Lyulia Tiisnek, nauczycielka, i moja matka zostały zesłane do obwodu nowogrodzkiego. Wydarzenia te stały się częścią skomplikowanej historii represji rodzinnych w ZSRR, dotykając wielu ludzi.

Moja babcia była silną i zdeterminowaną osobą. Jej stalowy charakter i niezłomna wola pozwoliły nam przetrwać ewakuację i wrócić do domu. Bez jej determinacji i wsparcia nie bylibyśmy w stanie pokonać trudności i prób, które nas spotkały. To dzięki niej zachowaliśmy nadzieję i mogliśmy wrócić do ojczyzny.
Jako dziecko często odwiedzałam kino, które kiedyś było kościołem. To miejsce mnie pociągało i pewnego dnia zapytałam babcię, dlaczego nie chodzi do kina. Podzieliłam się z nią swoimi wrażeniami i opowiedziałam jej o filmie „Fantômas”, który akurat był wyświetlany. Babcia nie potrafiła wyjaśnić swojego stanowiska, a ta rozmowa pozostała dla mnie zagadką.

Wstawaliśmy wcześnie rano. Babcia piła kawę z grzankami, a dla mnie robiła owsiankę ryżową z mlekiem. Potem mówiła: „Chodźmy na spacer wokół kina, Alonuszko”. Nasza trasa zawsze była taka sama. Każdego dnia szliśmy w „procesji” wokół starego kościoła, w którym ona i mój dziadek zostali ochrzczeni, bierzmowani i wzięli ślub. Ta ścieżka stała się dla nas tradycją, przypomnieniem o naszych rodzinnych korzeniach i historii.

Nad Zatoką Fińską zbierałam muszle i wskazując na horyzont, zadałam pytanie:
Co tam jest?
Kronsztad, odpowiedziała moja babcia.
Kronsztad to wyjątkowe miasto położone na wyspie Kotlin w Zatoce Fińskiej. Znane jest z bogatej historii, zabytków architektury i tradycji morskich. Miasto zostało założone w XVIII wieku i stało się ważnym ośrodkiem rosyjskiej floty. Znajduje się tu wiele atrakcji, takich jak Katedra Marynarki Wojennej w Kronsztadzie, która jest wybitnym przykładem rosyjskiej architektury.
Kronsztad słynie również z naturalnego piękna i możliwości aktywnego wypoczynku. Miasto przyciąga turystów nie tylko zabytkami, ale także malowniczymi plażami, parkami i możliwością skorzystania z rejsów statkiem.
Wizyta w Kronsztadzie to okazja do zanurzenia się w historycznym dziedzictwie Rosji, poznania kultury morskiej i podziwiania piękna natury.
Finlandia to kraj znany z malowniczych krajobrazów, czystych jezior i rozległych lasów. Przyciąga turystów unikalną przyrodą, dziedzictwem kulturowym i wysoką jakością życia. Finlandia oferuje różnorodne możliwości spędzania czasu na świeżym powietrzu, w tym wędrówki piesze, narciarstwo i sporty wodne. Jest również domem dla nowoczesnych miast, takich jak Helsinki, gdzie tradycja miesza się z innowacją. Wizyta w Finlandii oferuje nie tylko naturalne piękno, ale także bogatą historię, unikalną architekturę i serdeczność mieszkańców.
To pytanie może pojawić się w różnych okolicznościach, gdy człowiek napotyka coś nowego lub nieznanego. Zrozumienie istoty obiektu lub zjawiska jest kluczowym aspektem poznania. Ważne jest, aby je wyjaśnić i zbadać, aby uzyskać pełniejsze zrozumienie tego, co dokładnie budzi zainteresowanie lub dezorientację. Może to dotyczyć obiektów, pojęć lub zdarzeń, które wymagają dalszego wyjaśnienia lub kontekstu. Zadając pytanie: „Co to jest?”, Otwieramy drzwi do dialogu, nauki i poszerzania naszej wiedzy.
To kraj, w którym żyją Finowie.
Kim są „oni”? To pytanie pojawia się, gdy napotykamy nowe informacje lub nieznajomych ludzi. Zrozumienie roli i znaczenia innych w naszym otoczeniu jest ważnym aspektem życia społecznego. „Oni” mogą być przedstawicielami określonej grupy, profesjonalistami w swojej dziedzinie lub po prostu obcymi, których spotykamy na swojej drodze. Zagłębiając się w ich cechy i kontekst, możemy lepiej zrozumieć, jak wpływają na nasze społeczeństwo i życie w ogóle.
Zaczyna się śmiać i twierdzi, że niczym się od nas nie różnią.
Represje, których doświadczyła, były niezwykle okrutne i pozostawiły głęboki ślad w jej życiu. Kiedy czekiści przyszli po mojego dziadka, przeprowadzili przerażające przeszukanie domu. Podczas przeszukania zażądali nawet, abym rozpakowała dziecko, czyli moją matkę, i dokładnie ją zbadała. Wydarzenia te miały znaczący wpływ na całą rodzinę i stały się częścią historii, o której warto pamiętać.

W 1946 roku, wracając do obwodu leningradzkiego, znaleźli się w całkowitym odosobnieniu, oddzieleni od rodzin. Pomimo odznaczeń wojskowych, babcię dręczył ciągły lęk przed ewentualnym denuncjacją z powodu jej pochodzenia. To uczucie strachu i niepewności stało się częścią ich życia w okresie powojennym, kiedy wiele osób spotykało się z uprzedzeniami i podejrzliwością.
Moja babcia zawsze kochała dziadka i marzyła o ponownym spotkaniu z nim. Miała wielu adoratorów i otrzymała kilka propozycji małżeństwa. Jeden z adoratorów, bogaty mężczyzna, chciał ją poślubić i zabrać do Biemyża, gdzie życie było bardziej dostatnie niż w Martyszkinie, naszej rodzinnej wsi. Jednak babcia stanowczo odmówiła, wiedząc, że jeśli jej mąż żyje, na pewno wróci do domu. To oddanie i miłość do dziadka stały się fundamentem jej życia i nie mogła poświęcić swoich uczuć dla dóbr materialnych.
W czasie tych wydarzeń jej dziadek zmarł już trzy lata wcześniej. Zmarł w wyniku brutalnych przesłuchań, podczas których uszkodzono mu śledzionę. Ta szokująca informacja dotarła do niej w 1959 roku.
„Życie w Finlandii nie było złe, ale chcieliśmy wrócić do domu”
Aino Zubritskaya to nazwisko znane wielu osobom. Jest znana ze swojego wkładu w konkretną dziedzinę, która przyciąga uwagę i podziw. Znaczenie jej pracy polega na tym, że nie tylko demonstruje profesjonalizm, ale także inspiruje innych do kreatywności i rozwoju. Aino Zubritskaya aktywnie uczestniczy w wydarzeniach, dzieląc się swoim doświadczeniem i wiedzą, co czyni ją znaczącą postacią w społeczności. Jej osiągnięcia i projekty stanowią wzór do naśladowania i promują nowe idee i trendy.
Moi rodzice byli Ingrianami. Moja matka, Lisa Randolainen, urodziła się w 1903 roku w Lyady. Ja urodziłem się w 1933 roku. Nasza rodzina była głęboko religijna – regularnie chodziliśmy do kościoła, moja matka często śpiewała w domu hymny, a babcia czytała modlitwy. Dorastanie w takiej atmosferze duchowości i tradycyjnych wartości miało znaczący wpływ na moje życie i ukształtowanie mojego światopoglądu.

Miałam zaledwie dziewięć lat, kiedy wybuchła wojna. Ten dzień na zawsze pozostanie wyryty w mojej pamięci. Wróciłyśmy z siostrą z letniego tarasu i zobaczyłyśmy ciocię stojącą przy domu i płaczącą. Nie mogłam zrozumieć, co się dzieje, i zapytałam ją: „Co się stało?”. Na co ona odpowiedziała: „Wojna”. Ten moment stał się punktem zwrotnym w naszym życiu, zmieniając wszystko wokół nas. Wojna przyniosła nie tylko strach i niepewność, ale także głębokie zmiany w naszym postrzeganiu świata.
Do naszej wioski przybyli Niemcy, wśród których byli zarówno dobrzy, jak i źli ludzie. Nie wyrządzili oni większej krzywdy miejscowej ludności. W 1943 roku ewakuowano nas do Kloogi w Estonii. W obozie otoczonym żelaznym drutem dostaliśmy pokój, w którym spaliśmy na słomie. Warunki były skrajnie złe: nie było toalet ani innych udogodnień. Karmiono nas tylko papką, ale przynajmniej nie pozwolili nam umrzeć.

Przenieśliśmy się do Finlandii frachtowcem. Tam również spaliśmy na słomie, ale w domach. Często chodziliśmy do kościoła i tam właśnie przyjęłam bierzmowanie. Kiedy umierał ktoś, kogo znaliśmy, zakładaliśmy eleganckie białe suknie, a ksiądz przychodził i odprawiał ceremonię. Życie w Finlandii było znośne, ale bardzo tęskniliśmy za domem, czego Niemcy nie mogli zrozumieć.
Wracając do ZSRR w 1946 roku, początkowo nie pojechaliśmy do naszej rodzinnej wsi, ale spędziliśmy trochę czasu w obwodzie nowogrodzkim. Przywieziono nas tam bez ostrzeżenia, a ten czas okazał się szczególnie trudny z powodu głodu.

"Babcie się modliły – to naprawdę pomagało."
Nina Hayanen jest znaną postacią w swojej dziedzinie. Ugruntowała swoją pozycję jako profesjonalistka z głęboką wiedzą i doświadczeniem. Nina aktywnie dzieli się swoimi pomysłami i opiniami, co przyciąga szerokie grono odbiorców. Jej praca obejmuje szeroki zakres tematów, co czyni ją wszechstronną ekspertką. Nina Hayanen nadal inspiruje i edukuje, tworząc wysokiej jakości treści, które są doceniane przez wielu.
Mieszkaliśmy we wsi Fińskie Chłopopowice, położonej niedaleko Gatczyny. Przed wojną moja rodzina pracowała w kołchozie, wkładając w swoją pracę całe serce. Pracowaliśmy od wczesnego rana do późnego wieczora i byliśmy hojnie wynagradzani za nasz wysiłek. Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy: świeże warzywa, siano i bydło. Życie na wsi było bogate i pełne pracy, co pozwalało nam utrzymać siebie i rodzinę.
Moja rodzina była religijna, a moi dziadkowie byli stałymi parafianami kościoła w Szpankowie. To właśnie tam przyjęli bierzmowanie i zawarli związek małżeński, co stało się ważnym wydarzeniem w ich życiu. Wiara i tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie odegrały znaczącą rolę w kształtowaniu wartości rodzinnych i więzi duchowej.
Mój dziadek zawsze marzył o uroczystym ślubie. Wszystko przygotował z wyprzedzeniem i zainwestował w organizację tego ważnego wydarzenia. Wszystkie świece w kościele były zapalone, tworząc atmosferę świętej uroczystości, a konie starannie udekorowano pięknymi pelerynami, co dodało im szczególnego uroku i elegancji. To wydarzenie zostanie zapamiętane przez wielu jako symbol miłości i tradycji.
Wyraźnie pamiętam początek wojny. Szedłem do ciotki z bratem Wanią. Nagle usłyszeliśmy ryk, po którym ktoś krzyknął: „To wojna!”. Potem zobaczyliśmy poruszającą się ciemnoszarą masę. Na początku nie rozumieliśmy, co to było, ale szybko zdaliśmy sobie sprawę, że to motocykliści. Było ich mnóstwo, całe kolumny.

Po ich przejściu czołgi ruszyły za nimi, również w kolumnach. Byliśmy przestraszeni i pospiesznie wracaliśmy do domu.
Podczas wojny moi rodzice nadal pracowali pilnie w kołchozie. Ludzie przyjeżdżali do naszej wsi z Leningradu, a my chętnie dzieliliśmy się z nimi jedzeniem. Ta współpraca i wzajemna pomoc w trudnych chwilach stała się podstawą naszego życia społecznego.
W 1943 roku Niemcy przyszli do naszej wsi. Żywo pamiętam, jak ukrywaliśmy się w okopie, podczas gdy świstały kule. To było straszne. W tym czasie straciliśmy Lilę, moją młodszą siostrę, która zmarła. Została pochowana w Wielkanoc i ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci. W rodzinnym albumie znajduje się portret Lilii, który artysta namalował przed jej śmiercią. W zamian za ten portret poprosił o kota, ponieważ nie mieliśmy już jedzenia. Ten moment stał się symbolem trudnych czasów, gdy życie i sztuka przeplatały się w warunkach wojny.

Jesienią Niemcy przyszli na nasze podwórko i ogłosili zbiórkę. Mój ojciec zebrał trochę jedzenia i puszkę miodu. Zabrano nas do Kikerino, gdzie przebywało wiele rodzin ingryjskich. Pewnego dnia Niemcy zagrali „Katiuszę” na gramofonie, zawiązali im chusty na szyjach i zaczęli tańczyć. W tym momencie nasze babcie zaczęły się modlić i lamentować. To wydarzenie pozostawiło głęboki ślad w naszej pamięci, ukazując kontrast między radością tańca a żalem po stracie.
Z Kikerino wysłano nas wagonami towarowymi do Kloogi w Estonii, gdzie zakwaterowano nas w koszarach. Tata spał pod łóżkiem, a moja matka, brat Wania i ja siedzieliśmy. Wkrótce Wania zachorował na szkarlatynę, ale nie udzielono mu pomocy medycznej i następnego ranka wyniesiono go na noszach. Codziennie z tych koszar wynoszono 5–10 zwłok, a nikt nie wiedział, dokąd je zabrano. Sytuacja była niezwykle trudna, a wiele osób odczuwało strach i bezradność.

Załadowano nas. Wsadzono nas na statek i wysłano do Finlandii. Nasze babcie znów się modliły i to naprawdę miało pozytywny wpływ. Czuliśmy się w Finlandii komfortowo. Mój ojciec pracował u miejscowego rolnika, a mama pomagała przy bydle. My, dzieci, pasliśmy owce. Ten okres naszego życia trwał do listopada 1944 roku. Następnie przenieśliśmy się przez obwód jarosławski, ponownie odwiedziliśmy Estonię, a następnie trafiliśmy do obwodu pskowskiego. Wróciliśmy do domu w 1958 roku.
Wkrótce nadejdzie czas, kiedy znów poczuję się jak w domu. Jak mogę opuścić swój dom, miejsca, w których pracowali i mieszkali moi rodzice i przodkowie? Dom to nie tylko budynki; to wspomnienia, historia i więź z moimi korzeniami. Niczym ptaki powracające do ojczyzny, czuję silny pociąg do moich rodzinnych miejsc. Często śnię o mojej wiosce: o każdym domu, znajomych twarzach sąsiadów i o tej wielkiej skale, na którą wspinałem się jako dziecko. Te zdjęcia przywodzą na myśl ciepło i wygodę, które zawsze będą kojarzone z domem.

"Każdy, kogo spotkałem, ze łzami w oczach mówił, że chce dłużej żyć w swojej ojczyźnie lub tam umrzeć."
Arri Kugappi to wyjątkowa i interesująca postać, która przyciąga uwagę charyzmą i niepowtarzalnym stylem. Jego historia jest pełna przygód i odkryć, co czyni go szczególnie niezapomnianym. Arri Kugappi uosabia pragnienie samoekspresji i odnalezienia swojego miejsca na świecie. Jego podróże i interakcje z innymi pomagają odkryć ważne tematy, takie jak przyjaźń, miłość i lojalność. Ta postać inspiruje nas do odkrywania naszych marzeń i celów, podkreślając, że każdy z nas jest zdolny do wielkich czynów. Arri Kugappi to nie tylko imię; to symbol pragnienia samodoskonalenia i odkrywania nowych horyzontów.
Moi rodzice mieszkali we wsi Babino. Podczas wojny mój ojciec został powołany na front. Na froncie odniósł poważną ranę nogi i spędził kilka miesięcy w szpitalu. Po przywróceniu do służby poinformowano go o nowym dekrecie: wszyscy nieodpowiedzialni Finowie mieli zostać wysłani do Armii Pracy.
Dowódca okazał łaskę i zorganizował wysłanie mojego ojca do Kraju Krasnojarskiego, gdzie wcześniej zesłano moją matkę. W ten sposób moi rodzice zostali zjednoczeni i mieszkali we wsi Kamarchaga od 1942 do 1948 roku. Okres ten stał się ważnym etapem w ich życiu, pełnym trudności i nadziei na lepszą przyszłość.
Sekretarz karelskiego komitetu obwodowego partii, Giennadij Nikołajewicz Kuprijanow, bliski sojusznik Stalina, zaproponował powrót Ingryjczyków do ojczyzny. Biorąc pod uwagę niedobór siły roboczej w regionie, decyzja ta była ważnym krokiem. W rezultacie od 30 000 do 40 000 Ingryjczyków powróciło do Karelii z różnych miejsc zesłania. Powrót ten okazał się znaczący nie tylko pod względem ekonomicznym, ale i duchowym, przyczyniając się do wzmocnienia więzi kulturowych i społecznych między ludźmi.

Ludzie zaczęli gromadzić się, aby wspólnie spędzać czas, studiować Słowo Boże, chrzcić dzieci i śpiewać pieśni religijne. W tamtych czasach literatura religijna praktycznie nie istniała. Jednak pewna kobieta posiadała Biblię. Obawiała się, że może zostać skonfiskowana, więc zawiązała książkę kilkoma warstwami materiału i ukryła ją w stercie gnoju w stodole, gdzie pracowała jako dojarka. Wiara, gdy prawdziwie żyje w sercu człowieka, nie może zostać zniszczona.
Ludzie zaczęli zbierać podpisy, aby odzyskać swój kościół. Władze przez długi czas nie odpowiadały na ich prośby, ale w 1969 roku w końcu umożliwiły rejestrację. Cerkiew znajdowała się w budynku mieszkalnym na obrzeżach Pietrozawodska, ale to nie rozwiązało problemu, ponieważ wszyscy parafianie nie mogli się zmieścić w środku i byli zmuszeni stać na zewnątrz. W 1977 roku cerkiew w Puszkinie została przekazana wiernym, co stanowiło prawdziwy przełom. Radość ludzi była bezgraniczna, ponieważ nowa świątynia mogła pomieścić od 500 do 700 osób.

Ingrianie zawsze żywili głęboką miłość do swojej rodzinnej Ingrii i wielu marzyło o powrocie do swojej historycznej ojczyzny. Odwiedziłem miejsca w Kraju Krasnojarskim, gdzie kiedyś mieszkali moi rodzice. Jedna z lokalnych szkół udostępniła nam salę na nabożeństwo. Ogłosiliśmy w radiu: „Zapraszamy wszystkich fińskiego pochodzenia i wyznania luterańskiego do przybycia pod wskazany adres”. W rezultacie na spotkanie przybyło około stu osób.
Jedna kobieta przepłynęła 500 km łodzią, aby przyjąć komunię. Od tamtej pory jeździłem tam co roku – nie tylko do Kraju Krasnojarskiego, ale także do Omska, Nowosybirska i Irkucka. Każda osoba, którą spotkałem, ze łzami w oczach opowiadała o pragnieniu zamieszkania w ojczyźnie lub, jeśli to konieczne, opuszczenia tam tego świata.

W czasach prześladowań i trudnych prób ludzie uświadamiali sobie prawdziwą wartość życia duchowego. Było to jedyne wsparcie, które dawało siłę do życia, nadzieję, a nawet inspirację. Znany hymn „Omaal maal” odzwierciedla marzenia ludzi o powrocie do ojczyzny, gdzie znajdują się kościoły i groby ich przodków. Rozumieli jednak, że ta ziemia nie jest ich prawdziwą ojczyzną. Pan przygotował dla nich mieszkanie w niebie, co dało im nadzieję i wiarę w świetlaną przyszłość.

„Wróciliśmy do domu. Poszliśmy do wioski, ale tam spotkała nas policja. Uważano nas za nielojalnych."
Iria Boguslova, znana pod pseudonimem artystycznym Tatti, jest popularną postacią w sztuce i kulturze. Przyciąga uwagę swoim unikalnym stylem twórczym i ekspresyjnym sposobem bycia. Tatti aktywnie działa w różnych dziedzinach, w tym w malarstwie i grafice, co pozwala jej tworzyć oryginalne prace, które znajdują oddźwięk u szerokiej publiczności.
Iria Boguslova wykazuje głębokie zrozumienie współczesnych trendów artystycznych i potrafi łączyć klasyczne techniki z innowacyjnymi podejściami. Jej prace odzwierciedlają zarówno osobiste doświadczenia, jak i tematy społeczne, czyniąc je istotnymi i znaczącymi.
Tatti aktywnie dzieli się również swoim doświadczeniem i wiedzą poprzez kursy mistrzowskie i wystawy, przyczyniając się do rozwoju środowiska twórczego i inspirując młodych artystów. Jej wpływ na sztukę współczesną staje się coraz bardziej zauważalny, a jej prace nadal przyciągają zainteresowanie zarówno widzów, jak i krytyków.
Urodziłam się w 1938 roku we wsi Pugorevo, położonej w obwodzie wsiewołożskim, w parafii riabowskiej. Moją matką była Ingrian, a moją Mój ojciec był Finem. Patrząc wstecz na moje życie, uświadamiam sobie, że Boża pomoc zawsze była ze mną. Każdy krok mojej podróży był naznaczony wsparciem i wierzę, że ten wpływ odegrał kluczową rolę w moim rozwoju i przeznaczeniu.

Wieczorem 1942 roku przyszli do naszego domu, żeby nas zesłać na Syberię. W rodzinie było troje dzieci: brat miał półtora roku, ja cztery, a siostra osiem. Taty nie było w domu, bo pracował na zmiany. Mama ubrała mnie, posadziła na stołku i była zajęta bratem. W tym momencie upadłam i z nosa zaczęła mi lecieć krew. Strażnicy to zauważyli i rano pozwolili nam wyjść. Tata przyszedł rano i poszliśmy razem. Ta sytuacja pozostawiła głęboki ślad w naszych wspomnieniach i stała się częścią historii naszej rodziny.
Mieliśmy kota, którego nie mogliśmy zabrać ze sobą. Postanowiliśmy oddać go sąsiadom, ale niestety wkrótce go ugotowali. Nie powiedzieli o tym dzieciom O tym, a mama dowiedziała się o tym później.
W drodze przez Ładogę mój brat zmarł. Mama nie płakała i powiedziała: „Bóg go zabrał”. Dobrze, nie będzie cierpiał”. Przez pięć dni podróżowaliśmy tratwami do Ilikamska, gdzie prowadzono prace przy budowie autostrady Angara-Jenisej.

Po przyjeździe mój ojciec zachorował na otwartą gruźlicę. Umieszczono nas w koszarach z 30 innymi osobami. Ojciec często kaszlał, a dowódca obawiał się, że zaraża pozostałych. Gdy tylko rzeka Angara zamarzła, dowódca wsadził nas do samochodu i powiedział: „Wyjeżdżajcie”. Nikt cię nie zauważy aż do wiosny”. Ta decyzja okazała się dla nas ratunkiem. Dotarliśmy do Tulun, gdzie moja siostra pracowała w szpitalu. Załatwiła mamie pracę pielęgniarki, a my dostaliśmy mieszkanie. Mama mogła zabrać resztki jedzenia i otrzymywała kartki na chleb. W ten sposób przetrwaliśmy czasy głodu. Ojciec szybko wyzdrowiał i zaczęliśmy nowe życie w Tulun.
Pewnego dnia moja dziewięcioletnia siostra poszła po chleb. Nagle podszedł do niej chłopiec, wyrwał jej kartki i szybko uciekł. Wracając do domu bez chleba, wybuchnęła płaczem. Mama ją pocieszyła: „Pomódlmy się i idźmy spać, a rano zobaczymy, co Bóg nam da”. Poszliśmy spać głodni. Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które dzieliły cztery rodziny. W kuchni był duży piec, a drzwi wejściowe były otwarte, bo nie było czego ukraść. Rano mama odkryła chłopca śpiącego na piecu, a w jego kieszeni nasze kartki na chleb. Wzięła kartki, ale Nie zbeształ go. Ta historia podkreśla wagę współczucia i zrozumienia w trudnych czasach.

Po zakończeniu wojny wróciliśmy do naszej rodzinnej wioski, ale natychmiast zostaliśmy zauważeni. Uwaga, policja. Uznano nas za niepewnych i nakazano nam opuścić ten teren w ciągu 24 godzin. Wyruszyliśmy do Estonii bez wyraźnego celu. Zima była surowa i nie pozwolono nam spędzić nocy na dworcu kolejowym. Na szczęście spotkaliśmy miejscowego, który, choć pijany, zabrał nas do swojego domu. Znaleźliśmy schronienie i spędziliśmy noc w cieple. Następnego ranka mój ojciec wyszedł szukać pracy. W końcu znaleźliśmy nowe zajęcia: ojciec pracował na farmie, matka opiekowała się starszym mężczyzną, a moja siostra została zatrudniona jako niania. Ja ze swojej strony chodziłem do pierwszej klasy w estońskiej szkole z internatem. Ten nowy etap w naszym życiu stał się ważnym kamieniem milowym w adaptacji do warunków powojennej rzeczywistości. W 1948 roku ponownie znaleźliśmy się na Syberii, ale pobyt ten był krótkotrwały, ponieważ rozpoczęła się rekrutacja do prac leśnych. Zapytali nas: „Chcecie wrócić do ojczyzny?”. Wszyscy się zgodzili, ale w Na koniec trafiliśmy do Karelii. To miejsce stało się dla mnie szczęśliwym czasem jako dziecka. Mieszkałem z rodzicami, mieliśmy krowę i delektowaliśmy się świeżym mlekiem. Otaczały nas rodziny fińskie z Ingry i mogliśmy porozumiewać się w naszym ojczystym języku, co tworzyło atmosferę komfortu i przynależności.

Moi rodzice mieli radio, o które starannie dbali. Tata często nastawiał je na fińskie stacje, a inni Ingrianie przychodzili do nas, aby wspólnie słuchać kazań. Potem zbieraliśmy się, śpiewaliśmy i modliliśmy. To radio stało się symbolem jedności i duchowości naszej rodziny i społeczności.
Mieszkaliśmy w stodole, którą wyremontował mój ojciec. Mieszkała z nami starsza kobieta o imieniu Anna-Maria. Znała Biblię na pamięć. Zapasy nafty były skromne, a w ciemne wieczory, przy świetle Pochodnią, dzieliła się ze mną historiami o aniołach, Jezusie i o tym, jak Bóg kocha dzieci. Te historie wypełniały nasze wieczory ciepłem i nadzieją, tworząc atmosferę pocieszenia i duchowej bliskości.

W 1956 roku w końcu mogliśmy wrócić do ojczyzny. Mam list od dalekiej krewnej, która wyjechała do Finlandii i nie mogła wrócić. List ten odzwierciedla jej uczucia i doświadczenia, a także trudny los wielu osób, które znalazły się daleko od domu. Historia naszej rodziny i tych, którzy pozostali poza ojczyzną, podkreśla wagę więzi z ojczyzną i podtrzymywania tradycji rodzinnych.
„Kiedy ciocia Lena wróciła, padła na kolana i ucałowała ziemię”.
Alla Mitczenkowa jest ekspertką w swojej dziedzinie, znaną z unikalnego podejścia i innowacyjnych rozwiązań. Jej praca obejmuje szeroki zakres tematów związanych ze współczesnymi trendami i palącymi problemami. Alla aktywnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem poprzez publikacje i seminaria, co pozwala jej nawiązywać silne kontakty z profesjonalistami. społeczności. Dzięki dogłębnemu zrozumieniu rynku i umiejętnościom analitycznym pomaga firmom dostosowywać się do zmian i osiągać ich cele. Alla Mitchenkova to nazwisko kojarzone z jakością, rzetelnością i profesjonalizmem.
Początkowo na tym obszarze mieszkali tylko Ingrowie. Jednak wraz z wybuchem wojny władze niemieckie zmusiły ich do opuszczenia ojczyzny i przesiedlenia się do Finlandii. Z powodu trudnych warunków moja babcia zmarła na tyfus. Mój dziadek, matka i jej młodszy brat znaleźli pracę na farmie w Turku, gdzie ich życie stopniowo się poprawiło. Utrzymywali się sami, hodowali krowę, a moja matka regularnie piekła chleb, co przyczyniło się do stworzenia przytulnej i komfortowej atmosfery w ich nowym domu.
Radio zawsze odgrywało ważną rolę w naszej rodzinie. Dowiedziawszy się o wyzwoleniu Tosno, Shapki i Nadino, natychmiast złożyliśmy wniosek o powrót. Byliśmy godnymi pracownikami, ale nasze wakacje się opóźniły. W końcu udało nam się wyjechać, ale zamiast do domu, znaleźliśmy się w obwodzie jarosławskim. To było Rok 1945, a warunki życia były tam niezwykle trudne: brakowało prądu, łaźni i jedzenia. W tym trudnym miejscu mama poznała tatę, który właśnie wrócił z wojska. Pobrali się, a jako Rosjanin stał się dla niej szansą na powrót do domu.

Kiedy przyjechali, zastali wszystko spalone. Kupili drewnianą konstrukcję stodoły, a mój ojciec zbudował nowy dom. Moja matka przez długi czas miała problemy z rejestracją, ponieważ w jej paszporcie widniało nazwisko Finki, co utrudniało jej znalezienie pracy. Zanim się zarejestrowała, mieliśmy już troje dzieci. Zaczęliśmy się osiedlać, kupiliśmy krowy, owce, kury i gęsi, a życie stopniowo się poprawiało. Kiedy podrosłem, pomogłem matce uzyskać certyfikat potwierdzający, że nie jest wrogiem ludu.
Moja mama miała przyjaciółkę, ciocię Lenę. Przez długi czas nie mogła wrócić do domu. Podobnie jak wielu Ingrian z Nadina, zostały zesłane do Chibinogorska, gdzie panował niezwykle surowy klimat. Wielu nie mogło przetrwać w takich warunkach. Ciocia Lena i moja mama korespondowały, a ona ciągle pytała: „Jak mogę wrócić do ojczyzny? Jak mogę wrócić?”. Udało jej się wrócić dopiero w latach siedemdziesiątych. Dąb na podwórku posadził jej ojciec. Zawsze będę pamiętać moment powrotu ciotki Leny: padła na kolana i ucałowała ziemię. Ten gest stał się symbolem jej miłości do ojczyzny i głębokiego żalu za utraconymi latami.

Przed wojną moi dziadkowie regularnie chodzili do kościoła i śpiewali w chórze. Moja mama miała piękny głos i często śpiewała modlitwy po fińsku. Cała wieś zbierała się pod naszymi oknami, aby cieszyć się jej śpiewem. Bardzo żałuję, że nie mogłam nauczyć się tego języka. Mój ojciec był Rosjaninem i w szkole nazywano nas czasem „czuchnami”. Mama zawsze powtarzała: „Aby uniknąć wyzwisk, naucz się rosyjskiego”. Nasza rodzina nie wstąpiła do Komsomołu ani pionierów, ponieważ trzymaliśmy się naszej wiary. To również stało się powodem do kpin. Jednak wielu nauczycieli wspierało nas i mówiło, że takie dzieci wyrosną na prawdziwych ludzi – takich, którzy będą kochać swoją ojczyznę, ziemię i ludzi. I rzeczywiście tak się stało.
"Człowiek nie może żyć bez wiary"
Zinaida Kulikova (Vainonen) jest znaną postacią w swojej dziedzinie. Dała się poznać jako utalentowana specjalistka i aktywna uczestniczka wielu projektów. Jej praca wyróżnia się wysoką jakością i profesjonalizmem, co pozwala jej z powodzeniem sprostać każdemu zadaniu. Zinaida aktywnie dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą, co czyni ją cennym źródłem informacji dla współpracowników i osób o podobnych poglądach. Jej osiągnięcia inspirują wielu, a ona sama stale rozwija swoje umiejętności, dążąc do nowych szczytów w swojej karierze.
Urodziłam się w ziemiance, a pielęgniarka, która asystowała mojej matce przy porodzie, miała na imię Zina. To na jej cześć otrzymałam imię. W przeszłości to miejsce było zamieszkane przez Finów. Moja matka była głęboko religijna i uczęszczała do parafii w Järvisaari, położonej we wsi Shapki. W naszej rodzinie było siedmioro dzieci.

Podczas wojny moja matka i dzieci szukały schronienia w ziemiance na górze. Był to czas wielkiego strachu, bomby wybuchały nad naszymi głowami, a dzieci płakały niekontrolowanie. Wszystkich mieszkańców ewakuowano na stację Dno, gdzie panował chłód i zniszczenie, a zapasy żywności szybko się kurczyły. Czterech moich braci zmarło z głodu, co pogorszyło i tak już tragiczną sytuację. Wspomnienia tych bolesnych dni pozostały w sercach ocalałych, przypominając o okrucieństwie wojny i jej konsekwencjach.
W 1943 roku władze niemieckie planowały przesiedlenie naszej rodziny do Finlandii. Moja matka zgodziła się na ten krok, ale ojciec się temu sprzeciwił. Ostatecznie pozostaliśmy w ojczyźnie. Gdybyśmy zdecydowali się na przeprowadzkę, być może udałoby nam się przetrwać te trudne czasy.
Kiedy miałem pięć lat, fiński pastor przyszedł do nas na chrzest. Czułem strach, ponieważ był wysoki, brodaty i ubrany w czarną szatę. Wtedy nie rozumiałem, co się dzieje, ale teraz rozumiem, jak ważna jest wiara w życiu człowieka. Bez wiary nie da się w pełni istnieć. Wiara kształtuje nasze postrzeganie świata i pomaga nam pokonywać trudności.

"Byłam zdumiona współczuciem Finów. W naszym kraju nigdy nie byliśmy tak traktowani."
Helmi Jakowlewa to nazwisko kojarzone z wybitnymi osiągnięciami w pewnej dziedzinie. Wyjątkowe cechy i umiejętności zawodowe Helmi czynią ją postacią znaczącą. Udowodniła, że jest ekspertką zdolną do rozwiązywania złożonych problemów i osiągania wysokich wyników. Doświadczenie i wiedza Helmi Jakowlewa pozwalają jej wnieść znaczący wkład w swoją dziedzinę działalności, czyniąc z niej szanowaną specjalistkę. W miarę rozwoju kariery stale się rozwija, dążąc do nowych szczytów i poszerzając swoje horyzonty. Helmi Jakowlewa jest przykładem dążenia do doskonałości i profesjonalnego poświęcenia.
Urodziłem się w 1940 roku we wsi Alyapurskova. W 1941 roku mój ojciec poszedł na front i zginął w bitwie. Wojska niemieckie wkroczyły na nasze ziemie zaledwie dwa lub trzy miesiące po rozpoczęciu wojny. Mieszkaliśmy w zimnej ziemiance, a pewnego dnia niemieccy żołnierze przyszli szukać partyzantów. Mój brat bardzo się przestraszył i zaczął podskakiwać, co doprowadziło do choroby serca. Wydarzenia te na zawsze pozostawiły ślad w naszej pamięci i stały się częścią historii naszej rodziny.

W 1941 roku moja matka urodziła dziewczynkę, ale sześć miesięcy później tragicznie zmarła z głodu i zimna. Później Niemcy wysłali nas do Finlandii. Chociaż nie pamiętam tych wydarzeń, ponieważ miałam zaledwie trzy lata, moja matka powiedziała mi, że były to bardzo straszne czasy. Strzelanina wybuchła zarówno z rąk Rosjan, jak i Niemców, tworząc atmosferę grozy i niepewności. Te wspomnienia wojny i cierpienia pozostają w naszej pamięci i kształtują nasze postrzeganie historii. Życie w Finlandii było niezwykle trudne. Nasz gospodarz, gdy nas gościł, korzystał z państwowych kartek żywnościowych, które były przeznaczone na zakup produktów spożywczych, takich jak cukier i mąka, wyłącznie dla niego. Kiedy moja matka się o tym dowiedziała, postanowiła się do niego zwrócić, tłumacząc, że nie mamy środków do życia. Jego reakcja była obojętna i tylko się roześmiał, ale mimo to zaczął wydawać karty. To doświadczenie uwypukla trudne warunki społeczne i walkę o przetrwanie w trudnych czasach.
Kiedy miałem 8 lat, a mój brat 10, zostaliśmy wysłani do Karelii pociągiem towarowym. Podróż trwała miesiąc, a pociąg często się zatrzymywał. Pewnego dnia, gdy pociąg się zatrzymał, kilku mężczyzn wyszło na pole, żeby zebrać siano dla zwierząt. Moja mama postanowiła pójść z nimi, prowadząc krowę. Nagle pociąg ruszył, a moja mama, trzymając się poprzeczki ostatniego wagonu, zawisła w powietrzu. W tym momencie przed nią pojawił się ogromny most i pomyślała, że zaraz umrze. Na szczęście zdarzył się cud: tylne koło wagonu zapaliło się, a pociąg się zatrzymał. Mama przeżyła, a ta historia pozostała w naszej pamięci jako symbol odporności i niespodziewanego szczęścia.

Kiedy przybyliśmy do Karelii, powiedziano nam, że do pracy potrzebni są tylko mężczyźni. To zdenerwowało moją matkę i wybuchnęła płaczem. W odpowiedzi na jej rozpacz powiedziano jej: „Nie martw się, damy konia, a ty będziesz mogła wozić siano”.
W dzieciństwie doświadczaliśmy prawdziwych trudności. Moja mama codziennie brała kanapkę do pracy i przynosiła ją wieczorem do domu. Powiedziała nam, że dał nam ją króliczek. Szczerze cieszyliśmy się tą bajką, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę to jej podstęp, by ukryć naszą biedę. Ta historia stała się dla nas symbolem nadziei i ciepła w trudnych czasach.
W naszej wiosce szkoła działała tylko do czwartej klasy, a kiedy nadszedł czas przejścia do piątej, nie pozwolono nam iść dalej. Powiedziano nam, że jesteśmy zesłani na zawsze. Mojej matce udało się przekonać lokalne władze, żeby pozwoliły nam pójść do szkoły i przeprowadziliśmy się do Siegieży, również w Karelii. Uczyłem się tam od piątej do dziesiątej klasy. W 1958 roku wróciliśmy do domu. Pozostały po nim jedynie ślady: miejsce na piwnicę i drzewo, które kiedyś rosło w pobliżu domu. Na stacji Taitsy znajdował się dobrze prosperujący sowchozie, gdzie mogliśmy znaleźć pracę. Pewna kobieta zapewniła nam tymczasowe mieszkanie i zaczęliśmy pracować, żeby opłacić czynsz. Wkrótce moja mama kupiła dom z bali na nasz nowy dom.

Zostałyśmy tylko we trzy – ciotka, mama i ja. Babcia zmarła w Karelii, a mój brat zmarł w 1955 roku po nieudanej operacji serca. Mama sama pracowała nad dachem, pokrywając go gontem. Razem wylałyśmy fundamenty, ręcznie mieszałyśmy zaprawę i robiłyśmy wszystko inne, co było potrzebne do budowy. Sama zamontowała też zamówione szkło. Prace szły pełną parą i musieliśmy zacząć nowe życie.
Moja mama od dzieciństwa była luteranką. W Taitsy nie było kościoła, ale z czasem zaczęły powstawać grupy chrześcijańskie. Spotykałyśmy się, studiowałyśmy Biblię i dzieliłyśmy się naszą wiarą. Mama nie narzucała nam religii, ale jej pasja do Biblii i pieśni religijnych naturalnie wpłynęła na mnie. Słuchałem jej, a te chwile stały się częścią mojego duchowego postrzegania.

W 1992 roku zaczęłam uczęszczać do kościoła Mariackiego. Fińscy parafianie podarowali duże organy i pomogli w remoncie kościoła. Regularnie dostarczali również pomoc humanitarną, w tym ubrania i żywność. Ta życzliwość wywarła na mnie głębokie wrażenie, ponieważ takie podejście do ludzi było rzadkością w naszym kraju.
"Języka matki nigdy nie należy zapominać"
Walentina Judina, znana jako Stuf, jest ważną postacią w świecie sztuki i kultury. Jej prace przyciągają uwagę oryginalnym stylem i głębokim znaczeniem. Walentina aktywnie uczestniczy w wystawach i festiwalach, gdzie prezentuje swoje unikatowe dzieła. Dzieli się również swoim doświadczeniem i wiedzą poprzez warsztaty i wykłady, inspirując młodsze pokolenie artystów. Stuf nieustannie rozwija swoje umiejętności i eksperymentuje z nowymi technikami, co czyni jej pracę jeszcze ciekawszą i bardziej wielowymiarową.
Urodziłam się w 1937 roku we wsi Kirjamo. Mój ojciec był Rosjaninem, a matka Finką z Ingrii. Moje pochodzenie odzwierciedla bogate dziedzictwo kulturowe, łączące tradycje rosyjskie i fińskie. Wpływ obu kultur odegrał znaczącą rolę w ukształtowaniu mojej osobowości i spojrzenia na życie. Wspomnienia z życia pod okupacją niemiecką pozostają żywe w mojej pamięci. W tamtym czasie doskwierał nam głód; zabrano nam bydło, a my byliśmy zmuszeni szukać pożywienia w trawie i suszonych obierkach ziemniaczanych. Niemcy dostarczali nam chleb zmieszany z trocinami. Fiński ksiądz, który otrzymał od Niemców pozwolenie na odprawianie ceremonii, pojawiał się we wsiach – chrzcił dzieci i odprawiał pogrzeby zmarłych. Wtedy zostałam ochrzczona i do dziś pamiętam modlitwę z dzieciństwa. Te wspomnienia trudnych czasów pozostają z nami, podkreślając wagę duchowości i nadziei nawet w najtrudniejszych chwilach. W listopadzie 1943 roku zostałem deportowany z rodzinnego miasta. Byłem jedynym dzieckiem, które pozostało, ponieważ moja młodsza siostra zmarła tragicznie na dyzenterię. Przewieziono nas do Kotłów wagonami towarowymi i to był straszny czas. Musieliśmy stawić czoła brudowi, wszom i nieustannemu głodowi. Słyszałem bombardowania, które dochodziły bardzo blisko. Pamiętam wagony załadowane bydłem przewożone Niemcom i peron pełen świń kwiczących ze strachu. Wydarzenia te na zawsze pozostaną w mojej pamięci, ponieważ takie doświadczenia zmieniają życie i pozostawiają głęboki ślad w duszy.

Przeprowadziliśmy się do Finlandii, gdzie zostaliśmy ciepło przyjęci. Zapewniono nam mieszkanie i pracę. Mój ojciec znalazł pracę jako palacz w Kotce, a moja matka była w ciąży. W 1944 roku urodziła moją siostrę, Lisę. Wszystko szło nam dobrze: dostawaliśmy darmowe pieluchy, mleko i masło, a także racjonowano chleb. Kiedy skończyłam siedem lat, poszłam do pierwszej klasy w fińskiej szkole.
Moją pierwszą lekcją w szkole było Pismo Święte i uczyłam się go niecały rok. Pamiętam, jak przygotowywaliśmy przedstawienie teatralne na Boże Narodzenie z kolegami z klasy, ale nasze plany pokrzyżował rozkaz powrotu do domu wszystkich obywateli Związku Radzieckiego. Nie pozwolono nam jednak wrócić do rodzinnych stron, ponieważ uważano nas za niepewnych.

Zostaliśmy wysłani do obwodu nowogrodzkiego, w rejon Wielkich Łuków, na stację Łyczkowo. Podczas wojny toczyły się tu zacięte walki, a obszar ten został poważnie zniszczony. Odbudowano jedynie linię kolejową.
Wszystko wokół było zaminowane, a dzieciom surowo zabroniono wstępu do lasu ze względu na zagrożenie. Zakwaterowano nas w dużym dormitorium, gdzie spaliśmy na pryczach i ogrzewaliśmy się piecem. Doświadczaliśmy strasznego głodu, czasami gotując żyto w wodzie. Ciągle śnił mi się chleb. W takich warunkach życie było pełne strachu i nędzy, a każdy dzień stawał się prawdziwą próbą.
Mój ojciec poszedł do pracy w budownictwie, a moja młodsza siostra zaczęła mieć problemy ze zdrowiem: pojawiły się u niej ropnie, zaczęła tracić wzrok, a w końcu rozwinęła się u niej zaćma. Ja sam zachorowałem na odrę. W rezultacie postanowiliśmy uciec do Estonii. Zaoszczędziliśmy pieniądze i sprzedaliśmy część rzeczy, żeby wyjechać. W naszym nowym domu zaczęliśmy chodzić po gospodarstwach i żebrać o jałmużnę. Ludzie pomagali nam, niektórzy dając chleb, inni mleko, a jeszcze inni ciasta. W jednym gospodarstwie natknęliśmy się na dużą farmę z 20 krowami i czterema końmi pociągowymi. Pozwolili nam się zatrzymać i zapewnili nam mieszkanie. Zacząłem pracować na farmie, pasąc świnie i krowy, a także zapisałem się do szkoły estońskiej. Szybko opanowałem język i z powodzeniem ukończyłem siódmą klasę. Nauczyciele zauważyli moje sukcesy, mówiąc innym uczniom, że ja, Rosjanka, znam ten język lepiej niż wielu z nich.

Po śmierci Stalina wróciliśmy do naszej rodzinnej wioski Kirjamo, gdzie moi rodzice spędzili całe życie i znaleźli miejsce wiecznego spoczynku. Ożeniłem się i przeprowadziłem do Łużyc. Jako luteranin często uczęszczałem do parafii w Skworicach, gdzie poznałem Finów i zawarłem nowe znajomości. Jednak teraz zdrowie nie pozwala mi na dalekie podróże i uczęszczam do cerkwi prawosławnej znajdującej się niedaleko mojego domu.
Pastor Arvo Survo powiedział kiedyś: „Język twojej matki nigdy nie powinien zostać zapomniany”. Te słowa pozostawiły głęboki ślad w moim sercu. Wciąż pamiętam o języku fińskim i często w nim śpiewam. Zachowanie języka ojczystego jest ważne dla tożsamości kulturowej i przekazywania tradycji. Język fiński, ze swoją unikalną gramatyką i melodią, pozwala mi nie tylko wyrażać myśli, ale także podtrzymywać więź z moimi korzeniami.




"Jesteśmy eksmitowani, zabierzcie naszą krowę, zanim zabiorą ją do kołchozu"
Izolda Ahonen to utalentowana osoba z wyjątkowym podejściem do swojej pracy. Znana jest z kreatywnego myślenia i umiejętności znajdowania niekonwencjonalnych rozwiązań w różnych dziedzinach. Izolda aktywnie dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą, inspirując innych do osiągania sukcesów. Jej prace wyróżniają się wysoką jakością i oryginalnością, co czyni ją cenioną w środowisku zawodowym. Biorąc pod uwagę jej osiągnięcia i wpływy, można śmiało powiedzieć, że Izolda Ahonen zajmuje znaczące miejsce w swojej dziedzinie.
Mój dziadek był proboszczem i parafianinem parafii Kuzyomkinskiej. W 1935 roku został aresztowany. Podjechał czarny van, z którego wyszli ludzie, którzy nie weszli do kościoła, ale chcieli zobaczyć się z parafianinem. Dziadek odszedł, zabierając ze sobą kieszonkową Biblię, a oni go zabrali.

W 1937 roku moja babcia została aresztowana i zesłana na zesłanie. W tym czasie wszystkim powyżej 14. roku życia nakazano zebrać się na zewnątrz. Syn mojej babci miał już małe dziecko i nie pozwolono mu im towarzyszyć. Żona syna nie mogła znieść żalu i straciła rozum. Moja matka miała wtedy 14 lat. Była bardzo atrakcyjna, z długimi, gęstymi czarnymi włosami sięgającymi do pasa. Jej bracia ukryli ją we własnych włosach, twierdząc, że ma tyfus, żeby strażnicy jej nie dotykali.
Pasażerowie zostali umieszczeni w bydlęcych wagonach i wysłani do Kazachstanu. Moja babcia wspominała, że w wagonie było bardzo duszno i nie było tam jedzenia ani wody. Po drodze wiele osób zmarło z głodu i pragnienia.

Kiedy przybyli do Kazachstanu, zostali wysadzeni na stepie w jasnym słońcu, gdzie brakowało absolutnego minimum warunków życia. Ludzie kopali ziemianki i studnie, aby zapewnić sobie wodę. W rezultacie tylko nielicznym udało się powrócić, a moja babcia przeżyła tylko dzięki cudowi.
W 1939 roku moja babcia wraz z dziećmi opuściła ojczyznę i przeprowadziła się do Syzrania. Znalazła pracę w kołchozie, gdzie została pszczelarką. Mniej więcej w tym czasie moja matka wyszła za mąż. Wraz z wybuchem wojny życie się zmieniło, a wszystko wokół wydawało się chaotyczne. W 1946 roku wróciliśmy do ojczyzny, do wsi Bolszoje Kuziemkino, aby odnaleźć spokój i powrócić do dawnego trybu życia.
Po wojnie wszystko zostało zniszczone, a ludzie cierpieli dotkliwy głód. Miałem młodszego brata, Witię. Pewnego dnia, gdy przygotowywaliśmy się do Wielkanocy, mama gruntownie posprzątała dom: umyła podłogi i powiesiła czyste, śnieżnobiałe zasłony. Zagotowała wodę, ale wkrótce wybuchnęła płaczem z rozpaczy, bo nie było jedzenia. Tego wieczoru zauważyliśmy, że Witia zniknął – zawsze spał w moim pokoju. Zaczęliśmy go szukać i znaleźliśmy na podwórku, klęczącego pod krwistoczerwonym księżycem. Szeptał: „Boże, Boże, daj nam krowę. Chcę mleka”. Ta chwila obrazowo ilustruje cierpienie i nadzieje ludzi w trudnych czasach, kiedy nawet proste pragnienie mleka stawało się modlitwą o pomoc.

Mama wielokrotnie powtarzała, że musimy uważać. Podniosła go i zaniosła do domu. W tym momencie podeszła do nas sąsiadka z Finlandii i krzyknęła w panice: „Uciekajcie do nas!”. Ostrzegła nas, że grozi nam eksmisja i że musimy zabrać krowę, zanim trafi do kołchozu. W tym momencie poczułyśmy radość i nadzieję na ocalenie.
Dziadek wrócił do domu w 1947 roku, ale niestety jego życie trwało tylko cztery miesiące. Jego zdrowie bardzo ucierpiało z powodu wyczerpującej pracy na zesłaniu i nie lubił dzielić się wspomnieniami z tamtego czasu. Często w swoich modlitwach wyrażał wdzięczność Bogu za to, że udało mu się przetrwać w tym strasznym miejscu.

Zaczęłam pisać poezję jako dziecko i od tamtej pory stała się ona dla mnie ważnym sposobem radzenia sobie z emocjami, doświadczeniami i wspomnieniami. Poezja pomaga mi zrozumieć wydarzenia i zaakceptować je. Ten fragment wiersza jest dedykowany Finom z plemienia Ingry i stanowi hołd dla tych, którzy nie mogli wrócić do domu. Poezja to nie tylko sposób wyrażania uczuć, ale także sposób na zachowanie pamięci o ludziach i wydarzeniach, które pozostawiły głęboki ślad w moim sercu.
Nie wszystko jest ukryte pod klauzulą „tajne”. Wiele aspektów uznanych za poufne może być dostępnych dla szerokiego grona odbiorców. Informacje oznaczone jako tajne wymagają specjalnego podejścia do ochrony i rozpowszechniania. Jednak w dzisiejszym świecie, w którym dane są łatwo przesyłane i przetwarzane, tajemnica staje się coraz bardziej względna. Ważne jest, aby zrozumieć, że nawet informacje niejawne mogą zostać ujawnione w wyniku wycieku lub przypadkowego ujawnienia. Dlatego ochrona informacji poufnych wymaga kompleksowego podejścia, obejmującego zarówno środki technologiczne, jak i ramy prawne. Aby zapewnić bezpieczeństwo danych niejawnych, konieczna jest regularna aktualizacja metod bezpieczeństwa i szkolenie pracowników w celu minimalizacji ryzyka wycieku informacji. Martwych punktów nie da się ukryć na zawsze. Pozostają widoczne i wymagają uwagi. Aby się ich pozbyć, konieczne jest stosowanie specjalnych metod i produktów. Ważne jest, aby zrozumieć przyczyny ich powstawania i szukać skutecznych rozwiązań. Właściwa pielęgnacja i stosowanie wysokiej jakości kosmetyków pomogą zminimalizować ich widoczność. Nie zapominajmy, że regularna pielęgnacja skóry i zabiegi pomogą osiągnąć pożądane rezultaty. Aresztowania, egzekucje i ludzkie cierpienie to tragiczne wydarzenia, które pozostawiają głęboki ślad w historii. Masowe represje, prowadzące do pozbawienia wolności i życia, wyrządzają nieodwracalne szkody społeczeństwu. Fakty te przypominają nam o znaczeniu ochrony praw człowieka i konieczności upamiętnienia tych, którzy padli ofiarą represji politycznych. Badanie takich tematów pomaga nie tylko zrozumieć przeszłość, ale także zapobiegać podobnym tragediom w przyszłości. Zagubieni w czasie – nie ma sprawców, nie ma jasnych wyjaśnień. Ta chwila skłania nas do refleksji nad tym, co dzieje się poza naszym zrozumieniem. Czas mija, zabierając ze sobą wydarzenia i ludzi, a my zostajemy z pytaniami, na które nie zawsze można znaleźć odpowiedź. Zniknięcie pozostawia głęboki ślad w pamięci i inspiruje do dalszych poszukiwań sensu. Staramy się zrozumieć, co oznacza strata i jak wpływa na nasze życie. Każda chwila, która przemija w wieczności, przypomina nam o wartości czasu i nieuchronności zmiany. Prawdy nie da się ukryć, tak jak zła nie da się ukryć. Te dwa pojęcia zawsze znajdą sposób, by się ujawnić, nawet jeśli próbuje się je zamaskować. Prawda ma moc, która prędzej czy później wychodzi na powierzchnię, niezależnie od wysiłków zmierzających do jej ukrycia. Zło z kolei nie znika bez śladu, a jego konsekwencje mogą być druzgocące. Należy pamiętać, że uczciwość i otwartość zawsze okazują się bardziej trwałe w dłuższej perspektywie.
Każdy odpowiada za swoje czyny w swoim własnym czasie.
Bez małych narodów nie ma wielkich. Każda kultura, niezależnie od wielkości, wnosi unikalny wkład we wspólne dziedzictwo ludzkości. Małe narody pielęgnują starożytne tradycje, języki i zwyczaje, które wzbogacają kulturę światową. Poszanowanie różnorodności i wsparcie dla małych narodów przyczyniają się do zachowania ich tożsamości i rozwoju wielokulturowości. Bez tych wyjątkowych społeczności duża kultura traci swoją różnorodność i bogactwo. Ochrona małych narodów to ważny krok w kierunku przyszłości, w której wszystkie kultury będą mogły współistnieć i wzajemnie się wzbogacać.
Wnuki i prawnuki zachowują pamięć o swoich przodkach.
„Nigdy nie narzekali i traktowali wszystko, co ich spotykało, jako oczywistość”.
Elsa Dmitrieva to imię, które stało się symbolem wyjątkowego talentu i profesjonalizmu. Ugruntowała swoją pozycję eksperta w swojej dziedzinie, wykazując się głęboką wiedzą i umiejętnościami. Elsa aktywnie angażuje się w różnorodne projekty, co pozwala jej pozostać w czołówce swojego zawodu. Jej osiągnięcia inspirują wielu, a jej podejście do pracy wyróżnia się dbałością o szczegóły i chęcią ciągłego rozwoju. Elsa Dmitrieva wciąż poszerza swoje horyzonty, wnosząc znaczący wkład w swoją dziedzinę i pozostając wzorem do naśladowania.
Z dwunastoosobowej rodziny wojnę przeżyły tylko cztery osoby.
Kiedy wybuchła wojna, moja matka, Aino, miała zaledwie dziewięć lat. Niemcy wysłali rodzinę do obozu koncentracyjnego w Estonii. Żyli w niemożliwych do zniesienia warunkach, w zimnych barakach, gdzie panowała bieda i cierpienie. Jedzenie było niezwykle skromne. Czasami dawano im śledzie, ale często były zepsute. Brakowało wody i wiele osób umierało z głodu i odwodnienia. Te straszne warunki pozostawiły głęboki ślad w naszej pamięci, a historia tamtych lat przypomina nam o znaczeniu pokoju i człowieczeństwa.

Plotki o tym, że Ingryjscy Finowie przebywają w obozach koncentracyjnych, wkrótce dotarły do Finlandii. W rezultacie podjęto decyzję o ich uwolnieniu i wysłaniu do wolnej osady, gdzie mogli pracować jako robotnicy rolni dla Estończyków. Moja matka i babcia zostały adoptowane przez estońską rodzinę. Chociaż moja matka była jeszcze młoda, umiała już doić krowę. Nie miała możliwości studiowania, ale dobrze mówiła po niemiecku i rozumiała estoński.
Po wojnie wielu ludzi miało nadzieję na powrót do ojczyzny. Nie mogli sobie wyobrazić, że wiele wiosek zostało całkowicie zniszczonych. Jednak nadzieja pozostała. Zgodnie z instrukcjami rządu, zostali oni zgromadzeni w pociągach oznaczonych jako „dobrowolni osadnicy” i wysłani do Karelii, na stację Pai. Proces przesiedlenia stał się ważną kartą w historii regionu, wpływając na losy tysięcy ludzi. Wielu z nich szukało nowego miejsca do życia, licząc na wyzdrowienie i możliwość rozpoczęcia wszystkiego od nowa.



Znów powitały ich brudne i zniszczone baraki, choroby, głód i śmierć. Jednak nigdy nie narzekali i akceptowali wszystkie próby jako nieuniknioną część swojego życia. Wspomnienia z poprzedniego życia pozostały z nimi, ale wiara nigdy nie opuściła ich serc. Modlili się i wydawało się, że dzieją się cuda – ich choroby ustępowały. Wiedzieli, że są pod opieką Pana, i ta świadomość dodawała im sił. Ich wiara jednoczyła ich i pomagała innym. Ludzie patrzyli na nich ze zdumieniem, jakby byli to jacyś wyjątkowi ludzie, którzy pomimo cierpienia nadal śpiewają pieśni i dziękują Bogu.

Podczas okupacji. Kiedy wojska niemieckie zajęły ich wioski, Finowie zabrali jedynie małe Biblie i śpiewniki w języku fińskim. Niemieccy żołnierze nie konfiskowali tych książek, rozumiejąc, jak ważne były one dla miejscowej ludności. Ludzie głęboko cenili te święte teksty z krzyżami, które były nie tylko źródłem duchowego wsparcia, ale także symbolem ich wiary i kultury.
Spotkania odbywały się w tajnych miejscach, gdzie studiowaliśmy Słowo Boże i śpiewaliśmy pieśni religijne. Konfirmacje odbywały się w ustronnych zakątkach lasu, z dala od ciekawskich oczu.
Moja matka doskonale pamiętała wszystkie wydarzenia związane z tamtym okresem. Kiedy dzieliła się swoimi wspomnieniami, miałem wrażenie, jakbym oglądał sceny z filmu. Nigdy jednak nie rozmawialiśmy o polityce. Jako dziecko kiedyś zapytałem: „Kto jest lepszy, Stalin czy Gagarin?”. Moja matka krótko odpowiedziała: „Gagarin” i na tym rozmowa się zakończyła. W domu mówiliśmy po fińsku, a rosyjskiego nauczyłem się dopiero, gdy miałem 6 lat.

Odziedziczyłam głęboką więź z moją ojczyzną, mieszkając na terytoriach Ingrii. Te ziemie należą do moich przodków i dla mnie nie ma znaczenia, do jakiego narodu należą – Szwedów, Finów czy Rosjan. Ingria jest bogata w dziedzictwo historyczne i tradycje kulturowe, które kształtują wyjątkową tożsamość regionu.
Moi rodzice są tu pochowani.
Zawód fotografa
Nauczysz się robić profesjonalne zdjęcia od podstaw. Nauczysz się organizować sesje zdjęciowe, obrabiać kadry oraz zarządzać modelkami i zespołem. Znajdź swój styl, zbuduj imponujące portfolio i zacznij zarabiać, robiąc to, co kochasz.
Dowiedz się więcej
